Rozdział 9

Po rozmowie Levy i Lucy wróciły do klasy i tam spędziły czas do południa, przysłuchując się długim i nawet ciekawym wykładom profesor Shagotte. Gdy jednak nauczycielka obwieściła, że czas kończyć zajęcia, dziewczyny rozeszły się. Lucy obiecała, że pójdzie poczekać na Natsu, a Levy została jeszcze w szkole, tłumacząc, że na kogoś czeka.
McGarden przysiadła obok fontanny z figurką w kształcie wróżki i rozejrzała się niepewnie po placu, mając coraz to większe wątpliwości. Na początku postanowiła porozmawiać z jedyną osobą, która może zrozumieć jej obawy, jednak im dłużej czekała, tym bardziej miała ochotę uciec.
Nagle z budynku wyszła cała gromada uczniów. Szmer rozmów uniósł się po okolicy, drażniąc jedynie Levy, która zaczęła wyglądać Erzy. Nietrudno było znaleźć dziewczynę, gdyż jej charakterystyczne szkarłatne włosy dało się zauważyć już z daleka.
Levy wstała i podeszła do Scarlet.
– Coś się stało? – zapytała zaskoczona obecnością młodszej koleżanki Erza.
– Czy możemy porozmawiać? – poprosiła nieśmiało Levy.
– Jasne, tylko poczekaj, aż przyjdzie…
– Proszę o indywidualną rozmowę. Bez Graya – przerwała jej stanowczo.
– Bez Graya? – dopytała się zdziwiona Erza, która praktycznie na krok nie odstępowała narzeczonego.
– Bez – potwierdziła Levy.
Nastała dłużąca się cisza.
Levy straciła całą odwagę, jaką w sobie wcześniej zebrała. Trzęsła się ze strachu, nie umiejąc równocześnie wysłowić. Wróciła na ławkę, a za nią podążyła Erza.
Niespodziewanie Scarlet pochwyciła Levy za barki i potrząsnęła jej drobnym ciałem, pytając:
– Jesteś w ciąży?!
– Ja? – Wskazała na siebie. – Jak doszłaś do takiego wniosku?! – krzyknęła na całą szkołę.
– No, bo zazwyczaj nikt nas nie rozdziela, mnie i Graya, więc pomyślałam, że powód twojej prośby może być bardzo poważny – wytłumaczyła się dziewczyna.
– Ale… dlaczego ciąża?
– Młode dziewczęta szybko dojrzewają – wyjaśniła od razu Erza.
Levy uderzyła się ręką o głowę, wciąż nie mogąc pojąć rozumowania przyjaciółki. Zawstydzona faktem, że mógł ktoś je usłyszeć, rozejrzała się wokoło, pamiętając o plotkarskich zdolnościach niektórych uczennic. Widząc, że większość uczniów zdążyła już odejść na bezpieczną odległość, odetchnęła z ulgą.
– Proszę. Ja… naprawdę muszę wiedzieć – rzekła poważnie Levy.
Erza zapatrzyła się na koleżankę, po czym wyjęła z kieszeni telefon i pośpiesznie napisała wiadomość do narzeczonego.
– To, o czym chciałaś porozmawiać? – zapytała Scarlet, kończąc wysyłać wiadomość.
– O Grayu i o waszym aranżowanym małżeństwie – stwierdziła jednoznacznie McGarden. – Chcę wiedzieć, jak to traktujesz i czy trudno przystosować się do takiego życia?
Westchnęła ciężko Scarlet.
– Źle rozumujesz. Wszystko… to fikcja – odparła Erza.
– Co masz na myśli?
– Ja i Gray – zamilkła na moment – nie jesteśmy tacy, jakimi świat nas spostrzega. My wiemy, że jakiś pakt istnieje, lecz nie jestem w stanie ci powiedzieć, co będzie, gdy wreszcie przyjdzie spełnić nam tę powinność. – Tak, więc to nie wygląda…
– Cholera! – syknęła groźnie McGarden.
– Le…Levy? – Erza nie wierzyła w nagły atak złości koleżanki. Przysunęła się bliżej i sięgnęła ku niej ręką, by ją pocieszyć.
– Ja nie chcę – pisnęła, odpychając dłoń Scarlet. – Mam dosyć – szepnęła, łapiąc się za głowę rękoma. – Robiłam wszystko, co mi kazał. Zrezygnowałam z książek na rzecz treningów. Udawałam dziedziczkę rodu, pomimo tego że jestem z natury łagodna i spokojna. Musiałam odrzucić wielu przyjaciół, bo plugawiłam honor rodziny, a teraz… nie mogę nawet poślubić, kogo zechce.
– Co ty mówisz?! Wybrali ci męża? Kiedy? Jak? Kogo? Czy …
– Nie. – Pokręciła głową. – Jeszcze nic na ten temat nie wiem, ale –uspokoiła się, a serce powróciło do naturalnego rytmu – wiem, że to właśnie nastąpiło. Mój ojciec w taki sposób dobrał te słowa, że nie musiałam nic zgadywać. Znam go.
– Chciałaś wiedzieć, czy jest trudno to zaakceptować? – Erza opuściła głowę i wbija smutny spojrzenie w wyłożoną na placu kostkę. Zaśmiała się krótko, zastanawiając się, na co jeszcze są gotowi rodzice wielkich rodów. – Ja nie chciałam cię urazić.
– Nic nie zrobiłaś. Po prostu chciałam wiedzieć, jak to jest być z kimś, kogo nie kochasz. Wiem, że jeszcze nie poznałam „mojego ukochanego”, ale nie chcę żyć złudzeniami.
Spojrzała na otwartą, prawą dłoń, po czym zacisnęła ją w pięść, przysuwając do piersi. W jej myślach wciąż tkwiło zamazane wspomnienie chłopka, któremu sprzed laty złożyła obietnicę, obietnicę posążka smoka.
– Czy ty też… – zaczęła mówić – … masz kogoś, komu coś obiecałaś?
– Miałam. On już nie żyje – dodała ciszej Erza.
Szczerza odpowiedź zbiła Levy z tropu. Zawstydzona bała się kontynuować rozmowę. Była świadoma tego, że zachowała się samolubnie, mówiąc tylko o swoich problemach i zapominając, że inni także je mają.
– Ja złamałam obietnicę – mówiła dalej Levy. – Nie pamiętam dokładnie, co się stało, ale podczas ostatniego spotkania z nim powiedział mi tylko „nienawidzę cię”. Byliśmy tylko dziećmi, ale ja coś mu zrobiłam. Rodzice nie chcę mi tego wyjaśnić, a członkowie ShenLong zawsze odpowiadają mi milczeniem. Ja… zrobiłam coś potwornego, ja …
Erza niespodziewanie wstała i uderzyła dłonią w policzek Levy. McGarden upadła boleśnie na ławkę. Złapała się za obolałą twarz i z niedowierzaniem posłała nienawistce spojrzenie Scarlet. Ta jednak niewzruszona poprawiła włosy i syknęła:
– Opanuj się. Nie wiesz, kto podsłuchuje. A jeśli ktoś wykorzysta tę wiedzę przeciwko twojej rodzinie. Myśl! Jak już się chcesz komuś zwierzać, to leć do Lucy. Uwierz mi… ja nie jestem rozmowną osobą. 
– Lucy? – powtórzyła zaskoczona. – Lucy, Lucy i Lucy. Moja nowa przyjaciółka… – Zaśmiała się. – Nie mogę jej do końca ufać.
– Co masz na myśli? – zapytał Erza.
– Nie zauważyłaś podobieństwa? Ona jest podobna do matki Natsu, naprawdę podobna – pokreśliła. – Coś jest z nią nie tak. Nie chcę jej oceniać, ale mam wrażenie, że jest ona powiązana z nami wszystkimi. Naprawdę nie chcę jej o nic oskarżać, ale ona tylko się pojawiła i nagle – pstryknęła palcami – wszystko ruszyło z miejsca. – Skończyła przemowę, po czym dopiero zastanowiła się nad swoimi słowami.
 Skąd o tym wiesz? – Bała się zadać to pytanie. – Co się z nami dzieje, Levy? – Na twarzy Scarlet zagościł delikatny uśmiech, kiedy zauważyła, że nie uzyska odpowiedzi. – Miałyśmy o czymś zupełnie innym rozmawiać. Co my wyprawiamy?
– Po prostu nie wiem, kiedy rozmowa zeszła z Levy i Erza na McGarden i Scarlet.
Podniosła się i otrzepała mundurek z brudu. Policzek wciąż ją palił, ale nie skarżyła się, a nawet nie oddała w ramach zemsty Erzie. Po prostu chwyciła za torbę i wolnym krokiem ruszyła ku głównej bramie.
– Nawet moje małżeństwo… – kontynuowała. – Co się dzieje? I dlaczego akurat wszystko się zaczyna wraz z nadejściem Lucy? Ja naprawdę przyszłam w innej sprawie. Jednak może właśnie dzięki takiej rozmowie trochę się uspokoiłam. Dziękuję.
– Nie ma za co – odparła sarkastycznie Erza. – Może podprowadzę cię i jeszcze porozmawiamy?
– Nie, nie dziękuje – odparła. – Próbujesz być dla mnie miła, udawać, że jesteś przyjaciółkę, ale pamiętam… „Magnolia do miast masek” – zacytowała.
Erza gwałtownie wstała i podeszła do Levy. Chwyciła ją za kołnierz, podnosząc nieznacznie, ale szybko się opamiętała i puściła dziewczynę, która ze spokojem przyjęła atak. Erza uderzyła pięścią o stojące obok drzewo, raniąc swoją dłoń.
– Nigdy nie wypowiadaj tych słów – wycedziła przez zęby. – Nigdy – powtórzyła.
– Przecież dobrze wiesz, że wszyscy się oszukujemy.
– Wiem! – krzyknęła. – Ale nie musisz mi o tym przypominać. Co z tego, że jestem zamiennikiem? – Zboczyła na zupełnie inny temat, ale wciąż powiązany ze słowami Levy. – Co z tego, że Knightwalkerowie to nie są moi rodzice, i przyjęli mnie tylko dlatego, że byłam podobna do ich zaginionej córki? Noszę maskę ich dziecka, ale to nie ma znaczenia!
– Ma, bo zapominasz, kim jesteś! – oświadczyła stanowczo Levy.
– Naprawdę? To w takim razie, dlaczego za maską McGarden chowasz twarz mordercy?
– Mordercy – powtórzyła cicho.
Erza odeszła z placu przed szkołą i energicznie zaczęła uciekać od Levy, będąc wściekłą na nią za to, że zeszła na tematy, których nie powinna poruszać. Z oddali krzyknęła jeszcze tylko:
– Wiele osób zna twoją przeszłość, ale milczymy, bo nas o to poprosił twój ojciec! Mam tego dosyć! Proszę bardzo, mów sobie co chcesz, ale zostaniesz sama!
Levy przełknęła głośno ślinę i wzięła głęboki wdech, próbując się uspokoić. Chwyciła za torbę i zaczęła iść w stronę swojego domu. Nie miała wątpliwości – rozmowa z Erzą przyniosła jej ukojenie, jeśli chodzi o podejrzewane małżeństwo. W innych kwestiach zyskała tylko kolejne niepewności. Zastanawiała się, jak wiele osób może znać prawdę i jak wielu z nich jest gotowych zdradzić ją w najmniej odpowiednim momencie dla Levy.
Jednak w pewnym momencie, kiedy Levy zaczęła zbliżać się do rezydencji, coś ją zaniepokoiło. Czuła się śledzona, jakby niewidzialny byt nieustannie za nią kroczył. Zatrzymała się, po czym rozejrzała się dookoła. Choć nie zauważyła niczego podejrzanego, uczucie bycie obserwowaną nie znikało.
Ujrzała podejrzany ruch, który sprawił, że jej całe ciało napięło się w gotowości na przyjęcie ataku. Zareagowała odruchowo, podskakując, by uniknąć ciosu, który miał być zadany jej w łydkę. Jednak nie mogła się nacieszyć spokojem zbyt długo, gdyż drugi mężczyzna, który stał dotychczas na uboczu, od razu zamierzył się pięścią w brzuch dziewczyny; nie czekała. Wykonała zamach, by pierwsza zaatakować w głowę. Napastnik stracił przytomność, a Levy uciekła kawałek od tajemniczych mężczyzn.
– Kim jesteście i czego chcecie? – zapytała, czując się jak postać z filmów gangsterskich.
Zza rogu wyjechał czarny Mercedes, który zabrał dwójkę napastników i z piskiem opon odjechał z miejsca ataku, pozostawiając po sobie tylko kłęb spalin.
Levy zasłoniła oczy, wcześniej jednak spojrzała na tablicę rejestracyjną – numerów były zamazane.
– Kim oni byli? – zapytała dziewczyna.
Sfrustrowana westchnęła, po czym odwróciła się i zniechęcona zaczęła iść w kierunku rezydencji, wiedząc, że w tej sytuacji nie ma możliwości, by namierzyć napastników.
Stanęła przed główną bramą, będąc gotowa na nagłe powitanie domowników. Jednak ten dzień różnił się od innych. Trwała niepokojąca cisza, kiedy od dłuższego czasu powinny dobiegać zza bramy hałasy. Wparowała do środka i zastała tylko pustą przestrzeń. Nie czekając, ruszyła przed siebie.
Pobiegła w kierunku dojo, w którym ewentualnie mogła ćwiczyć rodzina. Sapiąc, stanęła przed drewnianymi, rozsuwanymi drzwiami, które prowadziły bezpośrednio do sali ćwiczeniowej. Jednak tego, co tam zastała, nie mogła się w żaden sposób spodziewać.
– Brawo!
– Gratulacje!
– Cudowna kandydatka.
Gdy tylko przekroczyła próg, usłyszała wiwaty, krzyki i najlepsze życzenia. Wiedząc, że nie ma dzisiaj urodzin, wątpliwie weszła do sali. Większości zebranych nie umiała poznać, a szczególnie wysokiego, barczystego mężczyznę, który siedział na podwyższeniu tuż obok jej ojca.
– Co tutaj się dzieje?! – krzyknęła nieświadomie.
– Jestem zaskoczony – powiedział tajemnicy mężczyzna, drapiąc się po zsiwiałej brodzie.
Levy mogła wyczuć ciężką atmosferę, która otaczała całe pomieszczenie. Domyślała się, kim byli ci ludzie, patrząc na ich podejrzany ubiór i broń trzymaną przy pasie.
– Nie spodziewałem się, że tak mała dziewczynka może być godna odziedziczyć grupę ShenLong. Ta siła, precyzja i brak jakichkolwiek oporów przez nawrzeszczeniem na najważniejszych kontrahentów ojca… Zaskakujące – dokończył wcześniejszą wypowiedź. – Mam na imię Metalicana Redfox – przedstawił się grzecznie. – Teraz ci przedstawię mojego jedynego syna, z którym w przyszłości połączysz nasze dwie rodziny.
– Że co?! – wrzasnęła Levy, wchodząc na wywyższenia i stając naprzeciw Metalicany.
– Z twoim ojcem nawiązaliśmy współpracę. – Redfox wskazał na Hetherna. – Myślę, że to dobra umowa.
– Przestań pierdzielić, stary pierniku! – Drzwi gwałtownie rozsunęły się i do środka wszedł wysoki mężczyzna o długich, czarnych włosach. Na jego ciele znajdowało się kilkanaście kolczyków, a była to tylko widoczna część metalowych ozdób.
– Miałeś się ubrać dostojniej – zwrócił mu uwagę Metalicana. – Twoja narzeczona stoi przed tobą, Gajeel!
Miał na sobie jedynie czarne, skórzane spodnie i luźną kamizelkę, która była rozpięta. Levy mogła zobaczyć każdy mięsień, który napinał się pod wpływem jakiegokolwiek ruchu chłopaka.
Gajeel oparł się niedbale o podwyższenie i zlustrował Levy od góry do dołu, po czym zaśmiał się.
– A gdzie ona jest, bo jakoś nie widzę tu żadnej dziewczyny. Chyba nie chodzi wam o to dziecko? – zapytał podejrzliwym głosem.
Podszedł do Levy i pogładził ją po głowie, traktując ją jak dziesięciolatkę. Po raz kolejny wybuchnął gromkim śmiechem. Odwrócił się i zaczął kierować się ku wyjściu z pokoju, tłumacząc:
– Bawcie się w swatki sami, mnie nie zależy na związku z kurduplem.
– Kurduplem? – powtórzyła groźnie Levy.
Gajeel odwrócił się, wyglądając na mocno zaskoczonego reakcją narzeczonej.
McGarden podeszła do niego, szeroko się uśmiechając. Zacisnęła mocno dłoń w pięść, po czym wymierzyła cios dokładnie w podbródek mężczyzny. Całe jego ciało poskoczył, by następnie upaść z hukiem na drewnianą podłogę, równocześnie niszcząc pojedyncze panele.
– Ona jest straszna – szeptali między sobą zebrani ludzie.
– Co ty wyrabiasz, Mała Lalko?! – Zirytowany Gajeel wstał i chwycił Levy w ramionach, potrząsając nią.
– Żeby tak obrażać kobietę, paskudo! – krzyknęła tak głośno, jak tylko mogła.
– Kobietę?! Kobieta ma piersi i biodra, a u ciebie jedynie widzę deskę!
– Ty świnio!
– I po co cię ratowałem od tego cholernego samochodu? I tak nic by nie spłaszczył! – odparł Gajeel, ciągnąc dalej kłótnię.
Levy zamilkła. Jeszcze raz baczniej przyjrzała się Gajeelowi i dopiero teraz zobaczyła podobieństwo do mężczyzny, który uratował ją przed jadącym samochodem. Nie widziała jego twarzy, ale postura i spiczaste włosy pasowały do rysopisu, który zapamiętała.
– Co powiedziałeś? – zapytała, udając, że go nie pamięta.
– Idealnie to zaplanowaliśmy! – wtrącił się Metalicana.– Oczywiście trochę było trudno tego dokonać, ale jakoś się udało.
– Czyli to było zaplanowane?
– Oczywiście, że tak – powiedział szczerze starszy Redfox. – Dzisiejsze spotkanie z moimi ludźmi też nie było przypadkowe – mówił, mając wymalowany na surowej twarzy perfidny uśmiech.
Milcząc, przeszła tuż obok podestu, na którym siedzieli jej ojciec i gość. Miała już serdecznie dosyć tych głupich gierek. Uderzyła w drewnianą belkę, rozwalając ją na pół, po czym wybiegła z pomieszczenia. Nie odezwała się choćby słowem. Zbyt wiele przeżyła, jak na jeden dzień. Marzyła już tylko, by rzucić się na łóżko, po czym wypłakać w poduszkę.
Wbiegła na schody. Po drodze szturchnęła jednego ze służących, którzy nieśli posiłki dla gości. Talerze z przekąskami upadły na podłogę, rozbijając się na kilkanaście kawałeczków. Levy jednak to nie przeszkadzało.
Kiedy dotarła na pierwsze piętro, poczuła, jak ktoś ją chwyta za ramię. Zaskoczona natychmiast chciała odepchnął napastnika, ale ten zacisnął uścisk. Levy chwilę wyrywała się, lecz zaraz uspokoiła się, gdy zrozumiała, kto ją trzyma.
– Mama? – zapytała zaskoczona Levy.
– Przepraszam, kochanie. To moja wina.
Zanim młoda McGarden zdążyła cokolwiek powiedzieć, kobieta podeszła do niej i wtuliła się w jej małe ciałko, próbując w jakikolwiek sposób załagodzić jej ból.
– Nasza rodzina naprawdę ma kłopoty – powiedziała cicho pani McGarden.
– Co się stało? – zapytała, będąc zaniepokojona słowami swojej matki.
– Straciliśmy stałego dostawcę broni.
Dziewczyna odsunęła się od kobiety. Spojrzała w jej twarz, lecz nie zobaczyła choćby cienia uśmiechu, drwiny; nie kłamała. Levy złapała się dłońmi za ramiona i zaniepokojona szepnęła:
– Przecież to niemożliwe.
– Przykro mi, kochanie – powiedziała kobieta, próbując ją pocieszyć.
– I co teraz z nami będzie? Przecież rodzina Belmo stale dostarczała nam broń, więc co się stało? Może to da się…
– Belmo nie żyje – przerwała jej kobieta. – Teraz naszym jedynym ratunkiem jest rodzina Redfox, która zgodziła się przyjąć nasze warunki, jeśli ich syn będzie mógł cię poślubić.
Levy nie umiała sobie nawet wyobrazić upokorzenia, jakiego doznała cała jej rodzina za sprawą korporacji Redfox. Zamknęła oczy i powoli zaczęła przyswajać myśl, że jej obowiązkiem teraz jest pomóc rodzinie w każdy możliwy sposób.
– Próbowałam znaleźć inne wyjście – mówiła dalej kobieta. – Jednak wiesz, że wojna się zbliża i tym razem obejmie także tereny Fiore. Musimy obronić to, co jest dla nas ważne.
Położyła dłonie na policzkach córki. Pochyliła się i ucałowała dziecko w czoło. W jej oczach świeciły się łzy. Z trudem powstrzymywała się od płaczu.
– Matko – zaczęła Levy – jestem twoją córką, ale także dziedziczną grupy ShenLong. Nie pozwolę, by starania ojca poszły na marne. Po prostu muszę zaakceptować te… zaręczyny.
– Jesteś taka wspaniała – rzekła żona yakuzy, głaszcząc dziecko po głowie. – Zaraz służba zniesie wszystkie posiłki, więc przebierz się i choć na obiad.
– Dobrze.
Levy kiwnęła głową, po czym energicznie ruszyła w stronę swojego pokoju, nie chcąc, by ktokolwiek zobaczył jej zrozpaczoną twarz. Pragnęła wypłakać się w samotności, nie musząc widzieć ludzi, których zaczynała nienawidzić.
Gdy tylko dotarła pod odpowiedni pokój, szybko do niego weszła, zatrzaskując drzwi za sobą. Powoli osunęła się na podłogę, a następnie schowała głowę między kolana.
– Co mam zrobić?! Przecież ten goryl jest straszny.
Podniosła się i podeszła pod nocną szafkę, na której stała fotografia przedstawiająca ją i przyjaciela sprzed lat. Zdjęcie było już wyblakłe, część zalana, więc z trudem rozpoznawała nawet własną twarz. Jednak stojący obok srebrny smok nie zmienił się. Mieszcząca się w dłoni figurka nadal miesiła się pięknym kolorem. Nie niszczała od lat, pokazując, jak starannie została wykonana.
– Nie poddam się!
W jej oczach rozbłysła iskierka nadziei, która wydawała się zgasnąć już dawno temu. Dumna z siebie wstała, podeszła do szafy i wyjęła z niej przepiękne, błękitne kimono, które było podarkiem od króla Fiore z okazji jej szesnastych urodzin. Wzory, przedstawiające najpiękniejsze malunki kwiatów, oplatały materiał. Ręka krawca jak dłoń artysty idealnie stworzyła dzieło, którego wartość przekraczała wyobraźnię niejednego człowieka.
Nakładając kolejne części, czuła się jak modelka, która szykowała się na swój kolejny wybieg. Starannie wykonany strój oplatał delikatnie jej ciało, perfekcyjnie komponując się z jej drobnym ciałkiem. A cały efekt podkreślał szeroki, granatowy pas, który ściśnięty do granic możliwości, nie dawał zaznać dziewczynie oddechu.
Trzymając prosto plecy i unosząc delikatnie podbródek do góry, włożyła we włosy złotą szpilkę, która bardzo dobrze trzymała kok.
– Jeszcze nóż w usta i mogę uchodzić za prawdziwą córkę yakuzy! – rzekła dumnie, przyglądając się swojemu odbiciu. – Duszę się.
Westchnęła głośno.
Skierowała się w stronę drzwi, by następnie pójść w stronę pomieszczenia, gdzie wszyscy na nią czekali. Szła dostojnie; nie spieszyła się. Uznała, że ma prawo przynajmniej to tego. Kiedy jednak znalazła się przed salą ćwiczeniową, uniosła dumnie podbródek i weszła do środka. Oczy wszystkich skierowały się na nią. Jednak najbardziej zainteresowała ją reakcja przyszłego teścia, którego właśnie musiała przekonać do zmiany decyzji.
– Nie spodziewałem, że wojowniczy duch może być zapieczętowany w tak pięknym ciele – odezwał się Metalicana.
– Dziękuję, panie Redfox. – Pochyliła głowę, stojąc tuż przed mężczyzną. – Czy w tych okolicznościach mogę zanieść do pana prośbę?
– Ależ oczywiście. Jakbym mógł nie wysłuchać takiej damy – odparł od razu.
Levy uklękła na poduszce, a następnie spojrzała prosto na twarz przyszłego teścia, chcąc móc odczytywać z niej reakcje na jej słowa. Pojedyncze dreszcze przebiegające jej ciało sprawiły, iż zaczęła czuć się niekomfortowo. Jego oczy, jego rysy, takie silne i wyraźne, nie dawały jej spokojnie nabrać powietrza. Tego człowieka otaczała aura potęgi władzy, którą dodatkowo podkreślała nadnaturalna budowa ciała – spowodowana najprawdopodobniej długimi treningami. Masywne mięśnie, niczym największych kulturystów, wypływały mu spod ubrania, napinając się pod najmniejszym ruchem. Czarne jak smoła włosy częściowo przykrywały głęboką szramę, która przebiegała wzdłuż twarzy.                                               
– Zaręczyny odbyły się bez mojej zgody, nie mogę nic zmienić w tej kwestii. Jednak proszę, by do czasu ślubu dać mi swobodę w życiu – powiedziała Levy.
– Co dokładnie masz na myśli?
– Nie chcę być zmuszana do wspólnego mieszkania, życia, a także chodzenia na randki czy inne spotkania – wyjaśniła.
– Czy mogę wiedzieć, dlatego przyszłe małżeństwo nie może ze sobą mieszkać? Spać w jednym łóżku? Żyć obok siebie? – Mężczyzna zasypał ją gradem pytań.
– Już wyjaśniam. – Wzięła głęboki wdech.. – Istnieje kilka czynników, które mogą przechylić szalę na moją stronę. Najważniejsza z nich dotyczy mojej wiary, w której jest zapisane, iż mąż i żona mają ze sobą żyć razem dopiero po ślubie. To jest kwestia, która ma podłoże w moich osobistych przekonaniach, jednak istnieje także sprawa ewentualnych plotek. Mieszkając osobno będziemy traktowani jak zwyczajni narzeczeni, lecz jeśli zachowamy postanowiony stan rzeczy, to narazimy się na niewygodne plotki.
– Na przykład?
– Wśród ludzi w moim wieku istnieje przekonanie, że jeśli zeswatana para żyje razem, to któraś z rodzin ma poważne problemy finansowe i próbuje, tak jak my mówimy, złapać na dziecko. Mam nadzieję, że wyraźnie omówiłam tę kwestię.
Ukłoniła się, by wyrazić szacunek i jeszcze bardziej przekonać Redfoxa do swoich racji.
– Nie jestem pewien. – Mężczyzna zaczął się zastanawiać. – Niewiele mnie obchodzą plotki i twoje przekonania, ale dzięki tobie zrozumiałem coś bardzo ważnego. Jeśli dzieci klientów dowiedzą się o takim teoretycznym stanie w waszym związku, to także ich rodzice. Może to być niewygodna rzecz, dlatego dobrze. – Kiwnął głową. – Zamieszkacie razem dopiero po ślubie, a póki co będziecie się co jakiś czas ze sobą spotykać. Zgadzasz się ze mną przyjacielu? – zwrócił się do ojca Levy.
– Dla mojego dziecka wszystko.
Yakuza potajemnie puścił oczko do Levy.
– To się cieszę, że już rozmowa się skończyła, bo zacząłem się robić głodny. – Redfox pogłaskał się po brzuchu, a następnie rzucił się na jedzenie, chwytając do buzi każdy smakołyk, który podwinął mu się pod rękę.

Levy z niesmakiem popatrzyła na swojego przyszłego teścia, ale w tym momencie jego brak kultury osobistej jej nie interesował. Osiągnęła swój cel i tylko to dla niej się liczyło. Zostało jej tylko zerwać zaręczyny i wyrzucić Gajeela ze swojego życia.

36 komentarzy:

  1. Genialneee ! *-*
    Zaczne od Levy. Biedna Leviś >.> Żartuje ! Bardzo dobrze, że jest z Gajeelem :3 Ale Gajeel jest niedobry, bo.. chce uprzykrzyć Levy życie :c A potem taki chamski na Lucy jak na niego wpadła...Jeśli to napewno był on :D
    (Spokojnie Nalu na koniec ^^)
    Juvia jest kurde chora. Morderstwo chce popełnić na panu FullBusterze ;o Be Juvia nie ładnie ! A później się w sobie zakochają, jak zawsze ;D
    Niedobra, głupia, durna Lisanna ! Chce wykorzystać Natsu, chce JEGO kasy i władzy ;-; Tak jak w mandze. NIENAWIDZE TEJ ZŁEJ KOBIETY ! .-.
    Polubiłam bardziej Mire, przez to co powiedziała Lucy ^^
    NaLu !!! Nasze ukichane NaLuuuu :3
    To było takie brzydkie ze strony Natsu jak Lucy zostawił na pastwe Lisanny ;-; Bee Natsu. Ale później w tym schowku jak Lucy i siebie zamkneli, no poprostu, że tak powiem "rzygałam" tęczą =3 Nie ma nic lepszego od takich akcji :D Jak zaczeli gadać o ich przyszłości, poprostu usiedzieć na miejscu nie mogłam :3 Aa później jak Natsu powiedział, że mógłby ją teraz pocałować, awww :3 Ale się tak nie stało bo nasza kochana autorka musiała MI zrobić na złość ;-; Ale przeżyje :D
    A więc, rozdział genialny, piękny i w co poniektórych momentach kawaii :3 Czekam z niecierpliwością na następny! :3
    Oliwia ^^
    Pierwsza ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pierwsza :) I mała rada na przyszłość... Nie za słodko moja droga w komentarzu, za którego bardzo dziękuję, bo ja mam alergię na za słodkość ;) Spokojnie normalnie możesz pisać ;)
      Jak widzę wszyscy są Nalu, Gruvię, Galevy itd, ale bardzo dużo osób zapomina, że to ma być też dramat i jeszcze wiele razy zniszczę wasze wyobrażenia, marzenia i od razu ostrzegam! Tu nie będzie wiele "kawaii" rzeczy, czy scen, bo nawet zakończenie szykuje tragiczne i mam nadzieję zaskakujące dla was :)

      Usuń
    2. No db, db. Następnym razem będe pisać jak człowiek c: Tragiczne zakonczenie ? Hah spk, tyle juz blogow Nalu przeczytałam takich słodkich, że tragiczne zakończenie może być. Tylko nie za bardzo tragiczne :D

      Usuń
    3. Zobaczę, co da sie zrobić :)

      Usuń
  2. Biedny Natsu, czeka go dożywocie. I nieważne, że mu się należy, jest biedaczkiem. Jeszcze Lisanna go wykorzystuje. Uważam, że Lucy powinna jej zaproponować, żeby zabrała Natsu na randkę xd Jak przeżyje, to może wyjdzie za dobre sprawowanie, chociaż pewnie potym rzucił by się na blondynkę, czego nie chcemy ;-;

    Gajeel pawianem? Jakoś mi to tak do niego pasuje ;D

    Pozdrawiam z podłogi i z tej podłogi (piękna drewniana podłoga z lakierem, aż się cudo błyszczy po użyciu mopa od Mango) życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki i gratuluję komentarza - rozbawił mnie do łez ;)

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że umilił Ci dzień ;D Postaram się, żeby następne też takie były :3

      Usuń
  3. Ach, pośmiałam się, nie ma co :D No, Natsu nieźle na początku wkopał Lucy, a jej prawie udało się na nim odegrać, ale skubaniec nie dał się tak łatwo :) Rozśmieszyło mnie to, jak wyliczał swoje "grzechy". A Lisanna jak zwykle w opowiadaniach o NaLu to tylko by cały czas przeszkadzała :P A Juvia to już posuwa się, delikatnie powiedziawszy, trochę za daleko. Tak od razu chcieć zabić. Dobrze, że Lucy jej w tym przeszkodziła.
    Pozdrawiam, życzę weny, Wesołych Świąt i od razu szczęśliwego Nowego Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za życzenia :) Powiem szczerze, że Juvia ma swoje powody i je kiedyś ... kiedyś przedstawię, ale uwierz mi Gray zasłużył :)
      Co do Lisanny ... No musi być ona ... no tą ... wiecie. Jakoś nic do niej nie mam, ale ktoś musi ;)

      Usuń
    2. Ok, wierzę Ci na słowo :) I masz rację, ktoś musi odwalić tą brudną robotę i robić za czarny charakter :D

      Usuń
  4. Rozdział zajebiaszczy... jak zwykle z resztą. Nawet nie wiesz jak piszczałam ze szczęścia gdy zauważyłam, że dodałaś nowy rozdział *o*
    Nashi: No, prawie mi bębenki w uszach pękły.
    A szkoda, że nie ogłuchłaś hyhy :P Kolejny rozdział za tydzień? :D Nie mogę się doczekać :3.
    Kurde ciągle krąży mi po głowie ta sprawa z Lisanną. Dlaczego Natsu ma i żonę i narzeczoną? O.o
    Skoro Natsu miał już narzeczoną to dlaczego Igneel kazał mu oświadczyć się pierwszej lepszej dziewczynie. Nie czaję tego w ogóle. Jak doszło do tego, że Lis jest jego narzeczoną? (heh idealne przezwisko dla takiej diabolicy :3) Zapewne dowiemy się w kolejnych rozdziałach. Aaa kocham po prostu rozmowy Natsu i Lucy :D Ty tak super je opisujesz :P. Śmiałam się przy ich rozmowie jak głupia :P
    N: Nic dziwnego, jesteś głupia.
    Oj zamknij się. Oj Juvia zakochuje się w stosunku do Gray'a jak by był rywalem w miłości :D
    Zmieniłaś ją. Nie mówi w trzeciej osobie. Przez bycie bogatym nie czuje się już poczucia niskiej wartości? Hajs zmienia ludzi xD Ale żeby chcieć zamordować Gray'a? Za złamaną obietnicę? Chyba trochę za bardzo poniosły ją emocje :P I jeszcze rozmowa Levy i Gajeel'a *o*. Heh Levy swoim urokiem osobistym może osiągnąć wszystko. Oj wiem Levy, że się jeszcze w nim zakochasz :P
    Mam nadzieję, że rozdział pojawi się za tydzień. Życzę duuuużo weny by ci się udało :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hym, hym chciałam napisać: Juvia zachowuje się* głupia korekta xp
      N: To ty po prostu nie potrafisz pisać.
      Oj cicho bądź. :P

      Usuń
    2. Sprawa juvii i graya zostanie wyjaśniona, bo jak to u mnie bywa, za tym chowa się grubsza sprawa, ale będziecie musieli poczekać na to ... z 40 rozdziałów ?
      Dlaczego Igneel tak zrobił? Tego też się dowiecie, bo to akurat jest cholernie ważna sprawa, która zostanie wyjaśniona w sezonie 4 ;)
      Cieszę się, że się podobało i dziwne że zaskoczyłam rozdziałem, skoro mówiłam od tygodnia, że dzisiaj będzie, ach dzieci drogie ;)

      Usuń
    3. Oj no wiesz ja ślepa jestem więc nie ma się co dziwić :P 4 sezon? O.o To se poczekamy.
      Z jednej strony kurde chcę wiedzieć dlaczego... jednak z drugiej cieszę się, że będzie dużo rozdziałów :3

      Usuń
  5. Super!!!! Nie mogę się doczekać 8 rozdziału!! Współczuje Natsu, takie dwa demony, do tego biedna Luce!!
    Ta Lisanna musi być straszna!!
    no cóż wesołych świąt i przesyłam dużo weny! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      PS Lisanna jest straszna :)

      Usuń
  6. Serio? Czytając to śmiałam się do siebie jak głupia.
    Nie polubiłam Lisanny i na pewno nie polubię. Ja chcę w końcu jakiegoś zbliżenia Lucy i Natsu!
    Juvia jest jakaś nienormalna! Ona chciała go zabić?! Gdyby tak się stało chyba bym zwariowała. No jak można być tak nienormalnym?! Rozumiem może mieć swoje powody, ale żeby od razu morderstwo? Gdyby to zrobiła bym jej nie wybaczyła, chociaż i tak za nią nie przepadam. Ale tobie tym bardziej bym nie wybaczyła, pomimo że cię uwielbiam. :)
    Ale trzeba przyznać rozdział wyszedł ci naprawdę fajnie i poprawił mi humor.. a później okrutnie go zniszczył. :( Tak więc.. czekam na następny rozdział i życzę dużo weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkim to powtarzam ... Juvia ma swoje powody. No może morderstwo to za dużo, ale ja to kiedyś wyjaśnię, a teraz cieszę się, że rozdział się podobał.
      Dzięki za komentarz ;)

      Usuń
  7. Czy ja wiem.. rozdział jakiś lipny, nie spodobał mi się. I w tym momencie przydało by się wymieniać to co mi się nie spodobało, a że takich rzeczy nie ma od razu ci powiem, że jednak mi się w huk świetnie podobało :).

    No to tak, zaczynając od Levy i Gajeela :D Ależ to cham i prostak! Mam nadzieje, że ona go zmieni :D Tylko ciekawa jestem kiedy, bo z tego co widzę, ma kobita dużo do roboty i wątpię żeby ''pawian'' był chętny do współpracy... muszę ci jednak powiedzieć, że i tak ich uwielbiam i to, że na tą chwilę nie jest on jakoś bardzo miły, nie zmienia mojej opinii o nim, a co do Levy, lubię ją jak jest taka słodka i udaje bezbronną :D Chwała, że jednak nie mieszkają razem! Toż to oni by się tam pozabijali! Mam jednak nadzieję, że będą się oni często spotykać :D BARDZO często :D I jeszcze jedna sprawa... Z tego co wyczytałam to Gajeel jest tym starym przyjacielem Levy. On nieraz patrzył na te (chyba) swoje zdjęcia, więc czemu jeszcze jej nie powiedział kim naprawdę jest? JA SIĘ PYTAM CZEMU?!

    Następni w kolejce są... Gray i Juvia! Nie lubię ich, więc chyba będę się streszczać... Do rzeczy! Co ty żeś wymyśliła w związku z Grayem? Mam pewne podejrzenia, ale czy to wystarczy żeby chcieć zabić? Jak dla mnie to jedyną możliwością jest to, że jak byli mali, to rodzinka Graya się wzbogaciła, a Yuvi i Leona nie(znaczy to już wiem na pewno, ale moje przypuszczenia są w zdaniu obok :)). W pewnym momencie jakiś jej młodsze rodzeństwo zachorowało, ona poprosiła go o pomoc, a on jej odmówił. Nawet jak zgadłam, to i tak mi pewnie nie powiesz...

    No i jest jeszcze Elfman i Evegreen :D heheszki :D Miłość kwitnie :D powooooooooooli, bo powoli, ale kwitnie :D (tu dopiero było krótko xD)

    No i na koniec został nam się trójkąt! Tajemniczy Natsu, przenikliwa i czasem (jeżeli chodzi o Natsu, to zawsze) mściwa Lucy i szatan wcielony(w złym znaczeniu, bo np. Levy jest fajnym diabłem wcielonym :D) Lissana! Natsu powinien uciec kilka kilometrów dalej i ukryć za jakimś kamieniem, żeby szatan nie miał szans go dojrzeć, a tak to dał się szybko złapać :D Duuuuuży plus dla miry :D Ja byłam pewna, że ona będzie zachwycona tą swoją siostrzyczką, że jaka ona kochana i wgl. a tu niespodziewanka! Ja kocham tą słodką wredote Natsu i Lucy :D Albo jak potem on ją do jakiegoś schowka zaprowadził (szkoda że nie powiedziałaś jakie to jest na wielkość... Bo moja wyobraźnia, jako, że rządzi się własnymi prawami od razu widziała schowek wielkości sali balowej w pałacu, który dodatkowo wygląda jak sala balowa!) i zaczął mówić o rozdziewiczeniu :D No ja myślałam, że padnę xD I jeszcze ta ''propozycja'' pocałunki :D Czekam na niego, ale znając twoje skłonności pewnie spooooro to potrwa :D

    I już kończe życząc weny, i szczęśliwego nowego roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra... zaraz naślę wszystkich moich czytelników na cb, bo miałam wrażenie, że zaraz przez cb na zawał zejdę!!! I dopiero czytając pierwszy akapit 3 raz odkryłam, co tak naprawdę miałaś na myśli ... Ufff, dobrze że jeszcze żyję :)
      1) Galevy ... bravo, że coś z tego zauważyłaś, więcej będzie w połowie sagi 2, ale i tak hip hip hura!!! za spostrzegawczość :)
      2) Gruvia Powiem, że nie zgadłaś, ale idziesz nawet w niezłym kierunku. Nie mogę więcej zdradzić, bo to będzie w s.2, ale i tak gratulacje za spekulacje (ale fajny rym)
      3) Elfman i Evegreen - o nich cóś będzie, ale nie będę się na nich zbytnio skupiała ;)
      4) Trójkącik - Masz rację, to sporo potrwa, ale ... ten schowek to nie jest sala balowa, ale w miarę jesteś blisko. I Natsu w tym opowiadaniu jest niezwykle bezpośredni. Ich "związek" oczywiście będzie się rozwijał, ale ... rąbek tajemnicy za długi komentarz - trochę się dowiemy o ich relacjach w ostatnim rozdziale s.1 :) Czyli mam nadzieję, że z 1 miesiąc poczekacie ;)

      Usuń
    2. No to kochana dałaś mi taką motywacje do pisania komentów, że od teraz będą długości opowiadań! (chyba) :D

      Usuń
  8. Jej! W końcu się pojawił rozdział! Bardzo mnie wciągnął. :D Historia bardzo ciekawa, a akcja zabawna, romantyczna (częściowo) i niebezpieczna... Czyli GENIALNA! Powiem Ci, że to jeden z ciekawszych rozdziałów, które do tej pory się ukazały (według mnie) i mam nadzieje, że następne również takie będą. :) Nie mogę się wręcz doczekać :D
    A teraz jeżeli chodzi o pozostałe blogi... Terra Mortus jest super i zamierzam dalej go czytać, a twojego nowego bloga jeszcze nie zaczęłam, ale w najbliższym czasie zajrzę na niego. ;)
    Przesyłam ci DUŻOOO weny i życzę ci dużooo wolnego czasu, sukcesów na studiach i szczęśliwego nowego roku :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Cieszę się, że uważasz ten rozdział za najlepszy do tej pory. Mam nadzieję, że kolejne jeszcze bardziej ci się spodobają. Oczywiście zapraszam na inne blogi i także weny, czasu i Szczęśliwego Nowego Roku :)

      Usuń
  9. Hej! Świetny rozdział! Miał w sobie coś mrocznego i tajemniczego... Lucy i Natsu nadal do siebie niechętni i tak wałaściwie to zaczynam kumać relacje Natsu z Lisanną. Ciekawe co będzie w kolejnej notce... ostatnia scena wzbudziła moją ciekawość...
    Mam nadzieje że miło spędziłaś święta i że nowy rok też spędzisz dobrze i wesoło :)
    Twoja nie fanka nr 1 ale fanka I.K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NMa szczęśćie w święta nie zyskałam dodatkowych 100 kg, więc jest dobrze :) Cieszę się, że rozdział się podobał i thx za komentarz :)

      Usuń
  10. Cześć ! Zaraz wezmę się za przeczytanie nowego rozdziału ale najpierw chciałabym Ci przekazać ważną informacje !
    Zostałaś nominowana do nagrody Liebster Award, więcej wskazówek znajdziesz tutaj : http://shoujo-namida.blogspot.com/2014/12/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Zrobiłaś nam z Juvii niezłego potwora. xD Wiadro cegieł, o mamo. :D
    I biedna Levy, mieć za męża typa, który chce jej życie zrujnować... Chociaż pewnie w końcu się dogadają. Przynajmniej mam taka nadzieję. :D A Lucy też nie ma lekko. Lisanna, która ją zabije jak prawdę odkryje lub przyszłość z Natsu. Chociaż on to i tak lepsza opcja niż Zeref. xD
    Rozdział mi się podobał, czekam na więcej. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo... no widzę, że Juvię wszyscy uważają za potworka, ale zobaczymy, co będzie dalej;)
      THX za komentarz :)

      Usuń
    2. Póki co, Juvia zachowuje się jak stalkerka, która chce go zabić, co więc się dziwić? :D Aczkolwiek domyślam się, że jej zachowanie jest czymś podyktowane. Póki jednak nie wiem czym, ciężko więc obiektywnie ją oceniać. :D

      Usuń
    3. I taki był mój zamiar i oczywiście masz rację, w tym, że czymś się kieruje, ale na to trzeba będzie poczekać :)

      Usuń
  12. Juvie zawsze uważałam za ciutke szaloną gdy tylko zobaczyłam jakiego ma bzika na punkcie Greya w anime.Ale w twoim opowiadaniu ona jest kompletnie szalona aż za bardzo.Wiadro cegieł,nie ma to jak orginalna śmierć co ? Nieźle to wymysliłaś nigdy się bym niespodziewała że Juvia będzie chciąła zabić go tą bronią.Czekam na dalsze orginalne techniki zabijania wykonane przez Juvie .Już nie moge suę doczekać następnego rozdziało .Przesyłam ci duuuuuzo weny byś mogla napisać jeszcze lepszy i dłuższy rozdział,choc ten i tak był na wysokim poziomie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zobaczyłam tytuł to wiedziałam już że pojawi się lisanna xd Juvia morderca o.o ja to bym się na jego miejscu bała haha
    biedna Levy aż jej trochę współczuję... ŻART XD
    nie ogarniam skąd mira wie o tym kim jest Lucy dla Natsu O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie istnieje taka reguła, że praktycznie wszyscy wiedzą, kim jest Lucy dla Natsu. Dlaczego? Otóż znają tego człowieka i wiedzą, że on nienawidzi swojej rodziny,a tym bardziej nie ma kuzynki. Dodatkowo wiedzą, kim jest dziewczyna i łączą fakty ze sobą (a czasami działa siła plotki i już mamy rozwiązanie).
      Ja też nie współczuję Levy ;)
      Pozdrawiam

      Usuń

Byłeś? przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że zostawiłeś komentarz :)