Rozdział 8

– Dzień dob… – zaczął profesor Happy, gdy nagle potknął się o próg i poleciał prosto na podłogę, rozbijając okulary słoneczne, które, z jakiegoś powodu, nosił w budynku. – Aj, aj bolało – jęknął mężczyzna.
Zwinnych ruchem podniósł się, masując obolały nos. Subtelnie, jak gdyby sytuacja sprzed chwili nie miała miejsca, przeczesał ręką blond włosy z niebieskimi pasemkami, które rozleciały się na wszystkie strony przez upadek. Rozejrzał się po sali i prześwietlił wzrokiem wszystkich uczniów.
– Natsu? – zapytał piskliwym głosem, uświadamiając sobie, że znalazł się w złym miejscu.
– Przepraszam! – McGarden nieśmiało podniosła rękę. – To nie ta klasa, profesorze Happy.
– O, Levy! – Pomachał do dziewczyny, zawstydzając ją. – Moje okulary!
Mężczyzna uświadomił sobie, że jego ukochane okulary roztrzaskały się przez upadek. Położył je na stole, po czym wyłożył na blat skórzaną, czarną teczkę. Otworzył ja i wyjął z jej wnętrza parę zapasowych okularów, które zaraz założył.
– Mówisz, że to nie ta klasa, a więc czyja? – zapytał się, przypominając sobie wcześniejsze stwierdzenie Levy.
– Profesor Shagotte – odpowiedziała.
– Profesor… Shagotte…? – powtórzył niewyraźnie. – O, cholera! – krzyknął na całą salę.
Zestresowany, trzęsąc się jak osika, zaczął grzebak w otwartej teczce i wyjmować kolejne przedmioty. Puder, żel do włosów, lustro, balsam do ust i perfumy znalazły się na biurku profesor Shagotte, dziwiąc swą obecnością uczniów.
– Trzeba się przyszykować. Tylko nic jej nie mówcie! – zwrócił się do klasy, nie odrywając się od czynności malowniczych.
– Czy to na pewno nauczyciel? – Lucy odwróciła się w stronę McGarden.
– Profesor Happy ma swoje dziwne przyzwyczajenia, ale jest jednym z czołowych biologów morskich na świecie – starała się jej wytłumaczyć. – Jest także świetnym naukowcem, choć na niego nie wygląda.
 Przerywając uczennicom, mężczyzna wstał i pokazał się w pełnej, odnowionej wersji, która nie różniła się w żaden sposób od poprzedniej.
– Bez różnicy – obwieścili równocześnie uczniowie.
– Nie żartujcie!
Okręcił się, by klasa mogła zobaczyć jego eleganckie, czarne jeansy, błękitną koszulę z rozpiętym guzikiem tuż przy szyi oraz granatową marynarkę, wartą tyle, co dobry samochód.
– Na pewno wyglądam extra!
– A będziesz jeszcze lepiej wyglądał, jak wylecisz z tej sali na zbity pysk! – Donośny krzyk rozniósł się po całym pomieszczeniu, strasząc wszystkich zebranych. – Gdzie mi tu robisz pokaz mody, ćwoku!!!
Happy został pochwycony w ciągu sekundy za ucho. Jęknął z bólu, jednak nadal był w stawie przekręcił głowę, by móc spojrzeć na oprawczynie.
Carla Shagotte prychnęła. Odepchnęła od siebie młodego nauczyciela i sama podeszła do biurka. Poprawiła białe futro sięgające aż do samej ziemi, a następnie zdjęła czarne okulary przeciwsłoneczne, wkładając je w dekolt. Założyła kosmyk krótkich włosów za ucha i zlustrowała klasę, która w ciszy się jej przyglądała.
– Carla – zajęczał Happy.
Młoda kobieta podeszła do kolegi z pracy i wyrzuciła go z sali, zamykając mu przed nosem drzwi.
– Żegnamy! – syknęła ostro kobieta. – Na zawsze – dodała złośliwie. – Bardzo przepraszam za to coś, ale widać głupim się zostaje na całe życie.
Powabnie podeszła do stolika, a następnie rozsiadła się na fotelu. Wyjęła z szuflady notatnik, otworzyła go i zaczęła czytać swoje zapiski. Gdy ukończyła czynność, wzrok przeniosła na Lucy.
– Słyszałam, że w tej klasie mamy nową twarz. – Na twarzy nauczycielki zagościł delikatny uśmiech. – Wstań moja droga.
Lucy podniosła się, czując, że nie będzie w stanie wypowiedzieć choćby jednego słowa. Już wcześniej przygotowała pełną przemowę, lecz w tym momencie zjadał ją taki stres, że nie była w stanie się wysłowić.
– Przedstaw się. Powiedz, gdzie uczyłaś się wcześniej i ile wyniosłaś wiedzy z tych miejsc – poprosiła profesor Carla.
– Lucy Dragneel. – Pilnowała się, by nie pomylić nazwiska. – Wcześniej, niestety, tylko uczyłam się w domu. Miałam prywatnych guwernantów. Nie wiem,, jaką wiedzę w tej chwili powinnam mieć. Jednak nawet jeśli będę miała jakieś braki, to postaram się je nadrobić.
– Interesujące. – Chwyciła się podbródek. – Bardzo dobry początek, młoda damo. Możesz usiąść.
Lucy z największą ochotą posłuchała się nauczycielki i wróciła na miejsce, ciesząc się jak małe dziecko, że pierwsza rozmowa okazała się sukcesem.
– Kiedyś z tobą porozmawiam na osobności, a teraz ponownie powiem o zasadach, jakie panują w naszej ukochanej szkole, by następnie przejść do zagadnień związanych z nauką waszego – zamilkła, chcąc zbudować napięcie wśród uczniów – najdroższego przedmiotu, czyli historii. – Wstała. – Mam na imię Carla Shagotte. Chcę was poinformować, że punkt dotyczący kultury pozostał niezmienny, więc każda bójka – wzrok przeniosła na Levy – i każde inne wykroczenie może grozić wydaleniem. Co was zapewne ucieszy bądź nie, zmieniła się zasada dotycząca egzaminów i dni wolnych. Może zacznę od tego pierwszego. Pierwsze testy napiszecie już za dwa tygodnie, a potem raz przed świętami Bożego Narodzenia, następnie Wielkanocą, a na sam koniec, tuż przed wakacjami. Dodatkowo czas trwania będzie dłuższy. Szczegółowe wytyczne podam na kolejnych zajęciach. Nie wiem, czemu taka decyzja została podjęta, ale co nam zostaje, jak się przystosować do nowego systemu. A teraz… – Rozejrzała się po sali. – Chciałabym sprawdzić panienkę Dragneel, więc proszę opowiedzieć mi o wydarzeniach z minionego wieku, czyli o czterech wojnach.
Lucy, słysząc nowe nazwisko, ponownie podniosła się. Mimo lekcji udzielanych w domu, nie mogła być pewna, czy jej wiedza będzie wystarczająca, by spełnić wymagania profesor Shagotte.
 I wojna światowa zaczęła się przez konflikt, który zaistniał między terenami Pengrande leżącymi na dwóch różnych kontynentach. Obecna Varia pragnęła niezależności. Wiele państw łaknęło zdobyć przychylność tego obszaru, gdyż były na nich ogromne pokłady złóż mineralnych. II wojna światowa jest najbardziej tajemniczą z wojen, jakie miały miejsce. Wszyscy podejrzewają, że była ona spowodowana przez psychicznie chorego władcę Pengrande, a raczej jednego z władców. Po jego zamordowaniu na tron wstąpił mężczyzna, który zyskał przychylność większości ludności. Miał on córkę i adaptowanego syna. Niestety księżniczka Amelia została zgwałcona i to sprawiło, że rozpętała się III wojna światowa. Natomiast czwarta dotyczyła ataku na Pengrande, w którym, z nieznanych przyczyn, uczestniczyło wiele państw. To tyle…
Pokręciła głową i usiadła, nie potrafiąc dłużej mówić o wydarzeniach, które bezpośrednio dotyczyły jej samej. Nawet jeśli cierpiała z powodu zaniku pamięci, nie mogła dać innym znaku, że coś jest z nią nie tak. Nie w tej szkole, nie przy tych uczniach, szepczących i obgadujących ją, gdy tylko zakończyła opowieść.
– Cieszę się, że panienka posiada taką wiedzę, a teraz może czas na przerwę? – zaproponowała profesor Shagotte. – Pół godziny?
Zezłoszczona pomrukiwaniami wychowanków podjęła decyzję, by przynajmniej pierwszego dnia im trochę odpuścić. Wyszła z klasy, jedynie na moment przeszywając wzrokiem wychowanków, by dać im do zrozumienia, że nie życzy sobie takiego zachowania.
Levy i Lucy spojrzały równocześnie na zegarek i odkryły, że mają wystarczająco czasu, by pójść w odosobnione miejsce i na spokojnie porozmawiać o Natsu. Subtelnie uśmiechnięte wstały, chwyciły za torby i pośpiesznie wybiegły z klasy, dając swoim koleżankom pełną swobodę obgadywania.
Przeszły przez korytarz, którym jeszcze pół godziny temu Lucy przechodziła wraz z Natsu. Kiedy dotarły do głównego pomieszczenia, Levy wskazała jej wejście do katakumb, które znajdowało się po prawej stronie, tuż obok schodów. Obie przeszły przez niezbyt duże, metalowe drzwi do wąskiego korytarza, który dalej prowadził w dół. Im bardziej kierowały się ku bibliotece, tym schody stawały się coraz szersze. Pomieszczenie, z początku małe i ciasne, przybrało znaczących rozmiarów, mogąc pomieścić co najmniej kilkudziesięciu uczniów.
– Już niedaleko – wtrąciła Levy.
Przed oczami Lucy ukazało się ogromnych rozmiarów wejście, na którym dominowały przepiękne płaskorzeźby zwierząt, przeplatane formacjami roślinnymi. Całość wieńczyła się na samym szczycie drzwi, sprawiając wrażenie dzieła idealnego. Lucy z trudem wierzyła, że jest to tylko wejście do biblioteki.
Levy otworzył przed nią i pozwoliła wejść pierwszej.
Łuna padająca z zakurzonych żarówek idealnie podkreślała atmosferę mroku i tajemniczości, która panowała w przeogromnym pomieszczeniu wypełnionym po brzegi księgami z najróżniejszych dziedzin, kategorii czy języków. Każda część, idealnie oznaczona, wskazywała miejsce, do którego uczeń ewentualnie ma się udać, lecz pomimo istnienia wskazówek Lucy stała jak słup soli, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Podziemia okazały się zupełnie innym miejscem niż spodziewała. Gdzie nie spojrzeć było widać wysokie regały i jedynie niewielka przestrzeń tuż przy drzwiach była ich pozbawiona. Zachwycona, i zarazem przerażona ewentualnym zaginięciem, zrobiła krok naprzód, zastanawiając się, czy nie poprosić pracownika o mapę.
Bibliotekarka, słysząc, że ktoś przyszedł, odłożyła na bok papiery i podniosła okulary o czerwonych oprawkach, by sprawdzić, kto przybył.
– Levy, skarbie! – krzyknęła kobieta.
Wyszła ze swojego kącika i uściskała córkę, składając na jej czole delikatny pocałunek.
– Dlaczego to jest takie ogromne? – zapytała Lucy. – Ta szkoła jest straszna.
– Zgadzam się! – potwierdziła Levy. – Istne tortury mają u profesora Panther’a, bo on to potrafi cały czas trzymać w klasie, nie chcąc za nic wypuścić. Żadne usprawiedliwienia nie mają sensu, gdyż stosuje żelazną zasadę, że „człowiek musi przetrwać w każdych warunkach”.
– Prawie jak żołnierz – skomentowała Lucy.
– Tak. – Levy kiwnęła głową. – Służył w czasie IV wojny światowej w Pengrande. To tutaj! – przerwała nagle, wskazując na cztery stoliki ustawione pośrodku pustej przestrzeni, otoczonej ze wszystkich stron regałami z książkami. – Domyślam się, że teraz chcesz mnie wysłuchać? – zapytała, siadając na skórzanym fotelu.
– Jeśli będziesz łaskawa mi wyjaśnić – odparła Lucy. – A skąd wy w ogóle wiecie o tym wszystkim? Mam tu na myśli ciebie, Erzę i Graya.
– Uczestnikami wydarzeń sprzed dwudziestu laty byli Silver Fullbuster i Damien Nightwalker – powiedziała cicho. – Natomiast mój ojciec, Hethern, jest bliskim przyjacielem Igneela.
– To znaczy ojca Natsu? – dopytała się Lucy.
Levy kiwnęła głową.
– Czy wiesz, dlaczego Igneel jest tak ważną personą? – spytała McGarden.
– Trochę słyszałam, ale ojciec nie chciał bym zbyt wiele wyciągała ze świata zewnętrznego – wytłumaczyła. Lucy założyła nogi i siadła po turecku. Poprawiła sukienkę, nadal słuchając opowieści Levy.
– Igneel Dragneel jest bratankiem obecnego króla Fiore. A to oznacza, że jest drugi w kolejce do tronu, co…
– …czyni Natsu trzecim następcą – dokończyła Lucy.
– Tak – potwierdziła Levy. – Ale słuchaj dalej, bo to nie jest koniec. Brat obecnego króla nie żyje. Zginął w czasie IV wojnie światowej, w trakcie zamachu na pałac królewski, kiedy została zamordowana przyszła para królewska, czyli rodzice księżniczki Hisui.
Wiązanka przekleństw wyszła szeptem z ust Lucy. Wstała i wzięła kilka, głębszych wdechów, by móc oswoić się z nowymi informacji. Kiedy w końcu ochłonęła, z powrotem usiadła naprzeciw Levy i zamieniła się w słuch.
– Kiedy Igneel miał szesnaście lat został wysłany – rzekła McGarden. – Do Pengrande – dodała ciszej.
– Zaraz – powiedziała Lucy, powoli zaczynając rozumieć prawdę, którą tak dokładnie strzegł jej mąż. – Czyli…
– Tak. – Levy wyłożyła ręce na blat. – Natsu Dragneel jest dzieckiem z gwałtu, który został dokonany na księżniczce Amelii. Ojciec Erzy był dowodzącym, który zaplanował całą akcję. Silver Fullbuster przygotował sprzęt i umożliwił wejście do pałacu, co nie było trudne, biorąc pod uwagę fakt, że był on znanym naukowcem, który kupił sobie łaskę u króla. To on sprawił, że władca wysłuchał prośby o audiencję fioriańskich bogaczy i wpuścił ich tym samym do zamku.
W bibliotece nastała cisza.
– Jeśli nie chcesz, to możemy już…
– Nie! – krzyknęła McGarden, przerywając Lucy. – Mam już dosyć tych kłamstw. Chcę wreszcie to z siebie wyrzucić, bo… – przełknęła głośno ślinę – …mój ojciec był tak bliski Igneelowi, że ten zdradził mu prawdę.
– Zaraz, zaraz – Lucy gwałtownie wystawiła przed siebie ręce. – Twierdzisz, że to królestwo Fiore zaplanowało gwałt na księżniczce. Ale po co?
– Kiedy król Fiore ujrzał sumę pieniędzy, jaką udało nam się zdobyć w czasie II wojny światowej, zapragnął kolejnej, by się wzbogacić. Jednak nie chodziło tylko o to. Tato ma parę teorii, ale nigdy mi ich nie zdradził.
– To dlatego nasz kraj był bezpieczny?! – wrzasnęła na całą bibliotekę.
– Czekaj! Muszę skończyć, a nie mamy już dużo czasu – wyjaśniała Levy. – To wszystko jest proste. Król Pengrande kochał swoją córkę ponad życie, gdyż… najpierw adoptował syna, ponieważ jego żona okazała się bezpłodna, ale dokonał się cud i urodziła się Amelia. Była ona całym światem dla tego człowieka. Po gwałcie została porwana. Porywacze mieli zapewnić jej bezpieczeństwo pod warunkiem, że król zacznie kolejną wojnę światową. Niestety albo na szczęście okazało się, że Amelia jest w ciąży. Wszyscy chcieli zabić dziecko, ale księżniczka im nie pozwoliła. Nie wiem, co nią kierowało, ale jakimś cudem Natsu urodził się. Poród odbierał wtedy nadworny lekarz, Macao Conbolt.
– Macao Conbolt – powtórzyła niezdecydowanie Lucy. – Dziękuję – powiedziała, nie chcąc przedłużać niewygodnej konwersacji.
– Nie dziękuj, dobrze było się zwierzyć.
Obie wstały. Zabrały wszystkie swoje rzeczy, sprawdzając, czy przypadkiem czegoś nie zostały, po czym skierowały się w stronę wyjścia.
– Levy, jeszcze mam do ciebie jedno pytanie – zaczęła niepewnie Lucy.
– Śmiało.
– Dlaczego w naszej klasie było wolne miejsce? Skoro przyszłam, to musiało być mniej osób?
– To miejsce jest zarezerwowane dla narzeczonej Natsu, Lisanny – odpowiedziała swobodnie Levy.
– Narzeczonej? – powtórzyła z niedowierzaniem Lucy.
Niespodziewanie Lucy odwróciła się. Poczuła za sobą czyjąś obecność, choć było to niemożliwe, biorąc pod uwagę fakt, że w bibliotece znajdowała się tylko ona, Levy i jej matka. Jednak zaraz dostrzegła niewyraźny kształt poruszający się w mrokach biblioteki między półkami z literaturą romantyzmu. Na początku, z lekka wystraszona, pomyślała, że to tylko jej wyobraźnia, lecz czas mijał, a sylwetka nie znikała. Przerażona myślą, że ktoś mógł usłyszeć ich rozmowę, szybko pobiegła w kierunku ksiąg, lecz zanim zdążyła tam dojść, nikogo już nie było.
– Ktoś nas podsłuchiwał – oznajmiła od razu przyjaciółce.
– To pewnie duch z biblioteki – powiedziała spokojnym głosem Levy, po czym zaczęła iść w stronę wyjścia.

– Duch? Czekaj! – wrzasnęła za nią, mając nadzieję, że był to tylko kiepski żart.

39 komentarzy:

  1. Napiszę krótko, bo zaraz muszę wychodzić, więc do rzeczy.. Nie masz się czego bać, bo rozdział jest bardzo fajny, nareszcie trochę o Jellalu (♥). Strasznie smutno mi się zrobiło jak czytałam o śmierci Hildy i egzekucji. Tak właściwie, to nie wiem czemu, ale czuję, że Jellal jakimś sposobem przeżył i mam nadzieję, że mam rację. :D Albo już wiadomo, że on żyje, a ja jestem taka głupia, że o tym zapomniałam. xD
    Najbardziej rozśmieszyło mnie chyba, to: "będziemy mieć dużooo dzieci", zaraz ma dojść do dalszej części egzekucji, a on jej mówi, że będą mieć DUŻOOO dzieci. Rozumiem każdy jest trochę zboczony, ale mógłby się trochę pohamować, tym bardziej, że zaraz zginie. xD
    To by było na tyle, więc życzę dużo weny na dalsze rozdziały i na TM. :) /Yale

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i w słowach Jellala nie było zboczenia, tylko chęć dania nadzei Erzie, że będzie miała szczęśliwą przyszłość :)

      Usuń
    2. Wiem, wiem, ale tak jakoś przyszło mi do głowy. xd Ale to bardzo słodkie było. :3 Już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, a szczególnie jak Jellal wróci, bo wiem, że wróci, musi. :D /Yale

      Usuń
    3. No to będę was trzymać w niepewności, bo już zaplanowałam, kiedy wyjaśni się sprawa Jella i ten kobiety :)

      Usuń
    4. Zauważyłam, że w 2 i 4 sezonie, dziękuję ci bardzo, do tego czasu to ja osiwieję w czekaniu na to. :) Ale wiem, że będzie warto. :D /Yale

      Usuń
  2. Mnie się podobał rozdział. Mimo że zawiera drastyczne momenty czyta się go (jakby to określić) spokojnie.
    Co do Jellala mam wrażenie że przeżył ale że nie będzie taki jak przedtem, nie wiem czemu tak :P

    Czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że się podobał i chyba wszyscy jednoznacznie wierzą w zmartwychwstanie Jellala :)

      Usuń
  3. Jak tylko Jellal wyciągnął tą rękę, to pomyślałam o figurce smoka ;) I nie myliłam się. Nie wiem dlaczego, ale kobieta, która uratowała Jellala i Erze skojarzyła mi się z mamą Lucy. Ta myśl przyszła w chwili, kiedy Erza powiedziała, że pamięta tylko jej uśmiech. Ogółem smutny rozdział. Ale bardzo wciągający, nie mogłam się oderwać :)
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobają mi się twoje pomysły. Czy to prawda? Dowiesz się ... w którymś z sezonów. Może coś innego wymyśliłam ;) Ale ogólnie cieszę się, że się podobał:)

      Usuń
  4. mamma mia cóż za katastrofiia w tych wspomnieniach Erzy, ale cóż narzekać nie mogę bo nie ma na co. Więc życzę zdrówka i mega dużo weny ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrówko zawsze się przyda :) Dzięki

      Usuń
  5. Wspaniały rozdział, bardzo mi się podobał. szybko się czytało. Zastanawia mnie o co chodzi, z tymi wszystkimi figurkami smoków.... Nie mogę się doczekać, następnego sezonu i tego jak to wszystko wyjaśnisz. Ślę wenę i życzę czasu na pisanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ty myślisz, że tą tajemnicę wyjaśnię w następnym sezonie? Hi, hi, hi :)

      Usuń
  6. Hej! Wspaniała notka, normalnie perła .. popłakałam się przy tej histori .. by takich rzeczy doświadczyć, aż współczuje Erzie... żal mi że tyle biskich osób straciła, tak jak i większość dzieci w twoim opowiadaniu... nawet przecież Natsu , Lucy , Gray i inni potracili przyjaciół ... To takie smutne .
    Życzę Ci na następną notkę duuużego kopniaka od weny , czasu i czego kolwiek byś tam chciała jeszcze.... nie wnikam...
    Twoja nie fanka nr 1 ale fanka I.K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaliczenia z Zarządzania ... oooooooo... dobre życzenie :)
      Wielkie dzięki i tak. To miało być smutne:)

      Usuń
  7. Nie rozumiem o co Ci chodzi... Rozdział świetnie Ci wyszedł i był on przede wszystkim bardzo ciekawi. Interesująca jest historia Erzy i mam nadzieje, że te wątki, które nie zostały wyjaśnione w tym rozdziale zostaną wspomniane w innych. Biedna Erza... widziała jak Hilda się zabija... To musi być prawdziwa trauma dla dziecka. To cud, że nie oszalała po tym wydarzeniu. Co się stało z Jellalem po tym jak Erza wsiadła na statek??? Mam nadzieje, że mi go nie zabiłaś... Jestem bardzo tego ciekawa :D Nie mogę się doczekać. :D
    Życzę Ci dużooo weny i powodzenia na studiach. Ucz się pilnie ;)
    PS. Jeżeli chodzi o długość rozdziału to taki byłby w sam raz. Dłuższych nie mogę strawić i dlatego dzielę je sobie na kilka części (dlatego zdarza mi się trochę później dawać komentarz) Mogę wiedzieć jakim rozmiarem czcionki pisałaś ten rozdział i ile stron w Wordzie Ci zajął?
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zmieniłam jedną rzecz, ale ten pisałam tak:
      - obecne czasy Times New Roman 12
      - wspomnienia Corbel 11,5
      i ogólnie odstępny między linijkami zawsze były 1, a teraz zrobiłam 1,5 i ogólnie mi wyszło...bodajże 6 stron?
      Wiem, ja też lubię krókie rozdziały, ale to się nie sprawdzi na PACu, bo by było mało sytuacji na 1 rozdział. Ciesz się, bo Yasha potrafiłą pisać ok 30 stron na rozdział, a ja teraz zmieniłam liczbę i będzie ok 11, 12, a raczej trochę więcej licząc, że zwiększyłam odległości, ale i tak będą krótsze rozdziały o ok 20-30% :)
      Cieszę się, że podobało i zdradzę, że tajemnica, co się stało z Jellalem i tą kobietą zostanie rozwiązana częściowo w 2, a potem w 4 sezonie :)

      Usuń
  8. Wcale nie jest kiepski! Co ty mówisz?
    Jest naprawdę wzruszający jak dla mnie.
    Śmierć Hildy i Jellala.
    Ten 2 to jeszcze może i żyje bo taka mam nadzieje ale i tak smutno
    To co te dzieci musiały wtedy przezywać...
    nie zazdroszczę im.
    Ogólnie smutno, wzruszająco ale piękna historia.

    Niecierpliwie czekam na następny rozdział
    Kocham twojego bloga jest świetny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popłakałam się ze szczęścia, ale ja naprawdę się BAŁAM :) Całe szczęście, że tylko ja jestem jaka głupia :)

      Usuń
  9. Ten przedmiot od jeralla myślałam, że to obrączka c: ale jednak.. Cały czas mam nadzieje na Nalu w nastepnym rozdziale albo w nast nast cc: Piękny rozdział momętem miałam łzy w oczach T-T oby tak dalej!! [przepraszam że tak kródko ale telefon xd].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało. Jestem BARDZO wdzięczna za komentarz. No ... obrączka może kiedyś od kogoś, dla kogoś będzie, a Nalu... możliwe, że coś będzie...
      PS. zdradzę, że warto czekać na koniec sezonu :)

      Usuń
  10. Rozdział wyszedł Ci nawet fajnie. Wygląda na to, że Hilda była dobra kobietą, pragnącą uchronić Erzę od tego piekła, które przezywało każde dziecko z sierocińca. ;)
    " - Scarlet? Prawda?
    - Khe! – Wypluła z powrotem do talerza zupę, którą wcześniej kulturalnie zaczęła spożywać. – Nie rozumiem cię! Trafiłeś do sierocińca, więc pewnie straciłeś swoją rodzinę, więc … dlaczego…!?" - Nie zrozumiałam zupełnie tego fragmentu, czemu Erza nagle się na niego wydarła, o co jej chodziło z tym nawiązaniem do rodziny? Trochę jak filip z konopi z tym wyskoczyła i zupełnie mi to nie pasowało.
    Reszta rozdziału była w porządku. Ciekawa jestem kim była ta kobieta, która usilnie chciała ratowac Jellala.
    Pozdrawiam i życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wyjaśniam ten fragment. Chodziło o to, że Erza nie znając swoich rodziców, będąc porzucona, widziała dzieci, które straciły swoich ukochanych w bardzo brutalny sposób. jellal wspominając o śmierci rodziców i ogólnie sposobie ich śmierci przypomniał wielu osobom o tragicznych wydarzeniach, o których nie chcieli pamiętać. Erza jako jedyna nie przeraziła się wtedy, bo nie poznała tego uczucia. Dlatego wyciągnęła Jellala i chciała mu wbić do głowy, że nie powinien o takich rzeczach wspominać przy innych. A i zapomniałabym. Słowa Erzy, które zacytowałaś... tu chodziło o to, że Jellal w ciągu jednej chwili stał się no ... normalny, a nie jak dziecko po stracie rodziców. Głównie o to mi chodziło. Mam nadzieję, że wyjaśniłam. Mogłaś nie zrozumieć, bo nie wiem, czy ty tak masz, ale ja czasami rozumiem jakiś fragment, potrafię go sobie wyobrazić, a nie udaje mi się przenieść go na komputer, napisać.
      Tak była "dobrą kobietą",a le tylko dlatego, że erzę od małego wychowywała, a reszta dzieciaków przybywała ... w między czasie. Ja osobiście nie lubię Hildy za to co zrobiła, ale to każdy ma swoje zdanie. Można różnie odczytywać jej zachowanie :)
      Ogólnie dzieki za komentarz i pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No właśnie chodziło mi o to, że nie wyłapałam, że Erzę zirytowała nagła zmiana Jellala. Resztę zrozumiałam, czemu zabrała go z jadalni i w ogóle, tego konkretnego fragmentu nie załapałam. :D Dzięki za wyjaśnienie. :)
      Ja co do Hildy nie mam jakichś konkretnych odczuć, ponieważ za mało jej było, bym mogła zapałać do niej sympatią, czy ją znienawidzić. ;)

      Usuń
    3. Uff :) Cieszę się, że dobrze wyjaśniłam :) A Hildy to ja nie lubię. Niby sama ją taką stworzyłam, ale ... nie mogę jej wybaczyć, że na oczach Erzy popełniła samobójstwo. Coś jednak ze mną nie tak jest.

      Usuń
  11. Rozdział, mimo że krótki, to jednak ciekawy. Cieszę się, że opisałaś część przeszłości Erzy i zaczęłaś wątek z Jellal'em ;)
    Poza tym ten rozdział może zaprzeczać mojej teorii o figurkach smoków (jeśli Jellal rzeczywiście umarł) lub potwierdzać ją (jeśli w jakiś sposób przeżył i za jakiś czas ponownie się spotkają). Osobiście liczę na tę drugą opcję ^^.
    Czekam na kolejny rozdział :D

    Pozdrawiam i życzę weny,
    MiMi4444

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze... nikt Jellalowi nie da odejść :( Biedaczek. Co będzie, to zobaczymy, a raczej wy zobaczycie :) THX za komentarz :)

      Usuń
    2. Jeśli rzeczywiście tam umarł, to niech spoczywa w pokoju [*], ale szczerze wątpię, że pozwoliłabyś mu tak po prostu zginąć, po wystąpieniu w jednym tylko rozdziale, pewnie jeszcze trochę go pomęczysz :D

      Usuń
  12. Znalazłam twój blog niedawno ale muszę przyznać. Zakochałam się w nim! Piszesz super. Wymyśliłaś naprawdę ciekawą fabułę za co wielki plus ode mnie. Od teraz będę stałą czytelniczką :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestes niesamowita i masz niezwykłą wyobraźnie ja za nigdy bym czegoś takiego niewymyśliła,ten rozdzial był naprawdę wciągający tyle uczuć się przezemnie przelało.Mam nadzieje że następny rozdział też będzie super ale żeby byl wesoły bo inaczej u mnie q domu powudź vędzie xd
    Życzę weny,pijanego sylwestra i wszystkiego najlepszego w nowym roku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj jest nowy rozdział i mogę zagwarantować, że powódź łez co najwyżej pojawi się dopiero w drugim sezonie ;)

      Usuń
  14. EY NO JAK TO JELLAL UMAR?!
    W takim razie Erza ma wstąpić do zakonu aniżeli być z Grayem ;-;
    Smutno mi było :"( w ogóle tam jest błąd bo zamiast 1993 jest 1893 chyba że ja o czymś nie wiem i tak miało być :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, miał być 1993 rok, więc serdecznie dziękuję za uwagę!
      A co do Jellala... Nic nie zdradzam, ale gdzieś będę wysyłać Erzę :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Dalej się wszystkiego dowiesz!

      Usuń

Byłeś? przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że zostawiłeś komentarz :)