Powrót

Sesja okazała się tak ciężka, że nawet po niej potrzebowałam tygodnia, żeby ruszyć łaskawie szlachetną dupę i zabrać się do porządnego pisania. Jestem z siebie dumna, gdyż dziś napisałam ponad 500 słów GO, a tym samym w końcu skończyłam rozdział, który poprawiałam prawie 10 razy, i jeszcze tym samym mogę się brać za pisanie PACa. A jako że już zaczęłam pisanie, to mogę oświadczyć, iż mam napisane prawie 300 słów. I kończąc tę jakże dziwną wypowiedzieć, rzeknę, że nowy rozdział pojawi się w zależności od łaskawości Weny i tzw. BierzSięDoRoboty, które jest skuteczniejsze od weny. Więc pewnie zmotywujecie mnie, ja zepnę poślady i we WTOREK, ew. w ŚRODĘ rozdział się ukaże.

Rozdział 96

Levy wystrzeliła z miejsca, pociągając za sobą przyjaciół. Nie mieli nic do powiedzenia. Cała trójka pożegnała się z dozorcą, po czym wpakowała się do samochodu. Nakazała kierowcy natychmiastowo udać się do starego dworca kolejowego. Rozsiadła się i wzięła wszystkie papiery, które przynieśli ze sobą Jet i Droy. Niedobrze jej się zrobiło na samą myśl o tym, że trzymali je pod pachami. W końcu przemogła się. Otworzyła pierwszą stronę, powoli analizując mapę Pengradne, na której zostały zaznaczone trzy punkty: pałac królewski, dawny kościół, obecnie zakon z sierocińcem, i „Rajska Wieża”. Wszystkie punkty znajdowały się w różnych częściach kraju, oddalane od siebie o niemal setki kilometrów.