Rozdział 78

Kuśtykając, dotarła pod same drzwi mieszkania, w którym żyła z Natsu przez ostatnie miesiące, po czym wyjęła nerwowo klucze z niewielkiej reklamówki. Metalowy przedmiot wymsknął się z jej rak i poleciał na niewielki dywanik przed drzwiami. Zrezygnowana zakryła zabandażowaną dłonią twarz, mając ochotę się rozpłakać; nic nie poszło po jej myśli.
Przyklęknęła, przeklinając wszystkich bogów, o jakich tylko słyszała, i podniosła klucze. Złapała się za klamkę i tylko w ten sposób zdołała się podnieść. Jedynie pech sprawił, że ręka wyśliznęła się, a sama dziewczyna upadła z hukiem na podłogę. Ciało, nadal poobijane, zmęczone i wymagające troski, krzyknęło w agonii, lecz żaden dźwięk nie wydobył się z ust Lucy.
— Pomocy — szepnęła.
Gorzkie łzy spłynęły po jej twarzy.
Rozterka za rozterką goniła w myślach dziewczyny, która pragnęła już tylko umrzeć. Wszystko wydawało się zanikać z ciemnym blasku ostatnich wydarzeń. Plany, marzenia i oczekiwania zderzyły się z rzeczywistością, pozostawiając po sobie okrutne zgliszcza i załamaną nastolatkę, która potrzebowała pomocy — nikt jednak się nie zjawiał.
Sama podniosła się.
Sama weszła do mieszkania.
I sama w nim pozostała.
Siadła na krześle, wyciągając owiniętą bandażami nogę. Nieprzyjemne impulsy docierały do niej, ale powoli się przyzwyczajała. Rany po wyrwanych paznokciach bolały bardziej i wolniej się godziły. Jednak chyba najbardziej odczuwalna była gorycz porażki, której doznała.
Patrzyła, patrzyła i patrzyła w jeden punkt na przeciwległej ścianie, aż w końcu dotarło do Lucy, że nieuchronnie nadszedł kwiecień. Jeszcze tak niedawno cieszyła się poprawą relacji z Natsu, a teraz siadała w odosobnieniu po prawie trzytygodniowej śpiączce.
Kątem oka spojrzała na kopertę leżącą na stole. Wciąż zastanawiała się, czy ma ją otworzyć, choć czuła, że nastąpi to prędzej czy później. Teraz jednak podniosła się i chwiejnym krokiem skierowała się do pokoju Natsu. Stanęła na samym jego środku, przyglądając się po kolei rzeczom, które znajdowały się wewnątrz. Porządek — jednym słowem dało się określić cały pokój, który do tej pory przypominał składownik różnej maści przedmiotów.
— Sam posprzątał? — zapytała siebie.
Opuszkami palców zahaczyła o kant telewizora. Wzięła do rąk pilot i włączyła go, ciekawiąc się, co słychać w wielkim świecie. W ciągu trzech tygodniu mogło się zmienić tak wiele.
— Witamy po krótkich reklamach — powiedziała młoda prezenterka, Sherry Blendi. — W dzisiejszych wiadomościach poruszymy sprawę dzisiejszego wystąpienia nowego władcy Fiore, Zerefa Dragneela. Po śmierci nieoczekiwanej śmierci Igneela Dragneela, która nastąpiła w wyniku zamachu dokonanego przez księcia Pengrande, La Pradleya, w kraju zapanował chaos. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że król Igneel przed śmiercią zdążył sporządzić testament. Wielu ekspertów twierdzi, że jest to sfabrykowane pismo, jednak na ten moment fakty zdają się temu zaprzeczać. Przed kilkoma tygodniami Zeref Dragneel został ogłoszony nowym przywódcą Varii. Z pierwszych przemówień młodego króla wiadome jest, że zamierza połączyć kraje. Obecnie w Varii przebywa jego doradca, Mard Geer, lecz nie mamy pewnych informacji odnośnie tego, co król zamierza zrobić dalej. Czekamy na dalsze doniesienia od naszych reporterów i na wasze telefony…
Lucy wyłączyła urządzenie.
Odłożyła pilot na miejsce, przysiadając na łóżku. Z jej ust wydobyć się cichy, niepokojący śmiech, którego nie było można opisać zwykłymi słowami. Rozłożyła się wygodnie na łóżku, wbijając smutny wzrok w sufit. Śmiech powoli zamieniał się w niewiele znaczący chichot, aż w końcu nastało milczenie.
Przeturlała się do samego krańca łóżka jak robak, zabierając za sobą dwie poduszki. Przyłożyła je do obolałych części ciała i szepnęła:
— Nie ma już dla mnie miejsca.
Ręką sięgnęła do wnęki, w której Natsu ukrywał dwie smocze figurki. Z tajemną skrytką poradziła sobie bez najmniejszych oporów, bo przecież dokonywała tej samej czynności już drugi raz. Martwiła się tylko o to, czy chłopak nie zapobiegł włamaniu i czy nie zabrał ze sobą pamiątek. Na całe szczęście Lucy odnalazła dwie figurki.
Tu jesteście, pomyślała, przybliżając je do swego serca. Czuła bijące z nich wspomnienia, które budziły w Lucy dawne niepokoje, ale i przypominały o dobrych i szczęśliwych chwilach. Wahała się, co dalej ma z nimi zrobić, ale do zakończenia tej historii potrzebne jej było wykonanie kolejnego ruchu.
Podniosła się i, używając całej siły, cisnęła figurki w podłogę, rozbijając je o nią. Pochyliła się, odchylając drobne fragmenty, aż dotarła do dwóch, złotych kluczy. Koniec każdego z nich kończył się znakiem w kształcie serca. W wyglądzie przypominały zwyczajne klucze, więc Lucy stwierdziła, że gdyby przypadkowo znalazłaby je a ulicy, nawet nie zwróciłby na nie uwagi.
—A więc tu jesteście — szepnęła.
Podniosła się z trudem i zaczęła człapać do kuchni.
Musiała zostawiać mieszkanie i to życie za sobą.
Nie istniał wybór, którego mogła dokonać. Tylko jedna droga stała otworem przed dziewczyną, choć ta w żaden sposób nie chciała w nią wchodzić.
Doszła do kuchni i drugi raz tego samego dnia przysiadła przy stole, tym razem decydując się sprawdzić, co znajduje się w tajemniczej kopercie. Rozerwała ją i wysypała całą zawartość na blat. W środku znajdowały się dwie kartki papieru. Jedna była papierami rozwodowymi, a druga listem od Natsu.
Przełknęła głośno ślinę, drżącymi rękoma sięgając ku wiadomości. Nie wyobrażała sobie nawet, jak gorzkie słowa mógł przelać na papier Natsu. Po tym, co go spotkało w jej dawnym domu, zapewne nie chciał znać Lucy. Jednak nawet taką decyzję byłaby w stanie zaakceptować.
Droga Lucy — przeczytała — Widzisz, że postępuję jak tchórz, ale chyba nic więcej mi nie pozostało. Nie umiałem siedzieć przy twoim łóżku i patrzeć na zakrwawione bandaże. Nie po tym, co nas spotkało. Za wiele mnie spotkało. Straciłem ojca, dlatego postanowiłem pojechać na pogrzeb do stolicy. Flame bardzo mi pomaga i, najprawdopodobniej, zostanę z nim na dłużej. Słyszałaś? Zeref został nowym królem Fiore, aż nie chce się wierzyć. Jeszcze parę miesięcy temu kazałbym wyśmiać osobę, która wpadłaby na tak idiotyczny pomysł. Dzisiaj jednak szalony pomysł stał się rzeczywistością. A ja co? Uciekłem i zostawiłem Ciebie samą. Po prostu pogubiłem się. Tak bardzo nie wiedziałem, co mam zrobić, że zdecydowałem się zostawić ten pieprzony list i odejść. Potrzebuję czasu, naprawdę go potrzebuję i przepraszam, że przez to ty teraz cierpisz. — Zamilkła.
Odłożyła list na blat i schowała twarz między dłońmi.
Nie zaprzeczała faktom — Natsu wystawił ją w najgorszym, możliwym momencie. Zachował się jak tchórz, nie umiejąc znieść ciężaru, który spoczął na jego barkach. Lucy jednak nie czuła wobec męża nienawiści. Tak postanowił, a ona zaakceptowała decyzję Natsu.
Gwałtownie podniosła się, lecz zaraz złapała się za bok, z którego poszedł bolesny impuls. Wykrzywiła twarz w krzywym grymasie, kuśtykając ku długopisowi, który leżał obok chlebaka. Sprawdziła na liście, czy pisze, i podpisała papiery rozwodowe, które zostawił jej tchórzliwy mąż.
Uśmiechnęła się blado.
Dzięki zagubieniu Natsu, uzyskała szansę na odejście bez wyrzutów sumienia; na zostawienie wszystkiego za sobą i dokończenie dzieła, które zostało jej pozostawione.
Dłużej nie mogła nazywać się Lucy Dragneel. Heartfilia również nie należało do najbezpieczniejszych, więc postanowiła stać się po prostu Lucy. Zwyczajną Lucy.
Weszła do pokoju, który zajmowała przez ostatnie miesiące. Do torby podróżnej wpakowała najwygodniejsze ubrania, kilka podręcznych rzeczy i przedmiotów, które strach było zostawiać w tym mieszkaniu. Klucze zawinęła w bluzę i schowała na same dno. Przez Internet zakupiła bilet w jedną stronę do Pengrande, co chwilę zerkając na kartkę papieru z adresem, który pozostawił jej doktor Henry podczas ich ostatniej rozmowy.
Zaśmiała się, nie wierząc, że z taką łatwością mogła zdobyć bilety, kiedy dawniej znajomości i wyłożona gruba kasa nie wystarczała, by wydostać się z piekła. A teraz? Kilka kliknięć i posiadanie konta w banku pozwalało na swobodne poruszanie się między kontynentami.
— Muszę, muszę — powtarzała sobie nieustannie w obawie, że w końcu nie uda jej się przezwyciężyć lęków.
Zapięła torbę, a telefon włożyła do kieszeni spodni. Opatuliła się dokładnie, aż po samą szyję, widząc, że pogoda zaczyna się pogarszać. Jeszcze tylko tego jej brakowało, ale liczyła, że to tylko przejściowy stan.
— Do widzenia — powiedziała, kiedy zahaczyła zamkiem o długie włosy. Przyskrzybnęła sobie kosmyk wystarczająco mocno, by kilka pojedynczych włosów wyrwało się z głowy, a nieprzyjemny ból objął bok głowy.
Bez chwili wątpliwości chwyciła za leżące na stole nożyczki i obcięła sobie fragment włosów. Kiedy jednak miała już odłożyć przedmiot, zamarła w bezruchu. Wyprostowała się i przyjrzała się odbiciu w lustrze. Zbliżyła się do zwierciadła. Zebrała włosy w gruby kucyk i za jednym zamachem, za jednym cięciem ścięła je wszystkie. Kosmyki opadły na podłogę, a Lucy poczuła ulgę. Naprawdę przyjemniej się czuła.
— Teraz mogę już iść.
Złapała wszystkie rzeczy, które miała ze sobą wziąć, nałożyła wygodne, sportowe buty i stanęła w progu, ostatni raz spoglądając na mieszkanie — mieszkanie, które dzieliła wraz z Natsu przez ostatnie miesiące. Łzy napływały jej do oczu, ale powstrzymywała się od płaczu. Jeszcze tylko tego jej brakowało. Bez uczuć, bez wątpliwości, bez skrupułów — musiała tak żyć, by nie popaść w szaleństwo. Choć w głębi serca pragnęła pozostać w domu.
Pokręciła przecząco głową.
Zgasiła światło, zrobiła krok do przodu i zamknęła za sobą drzwi, mówiąc:
— Przepraszam.

DATY:01.06 – Prezent na dzień dziecka
??.07 – Zwiastun 4 sezonu
01.08 – Maraton do końca bloga, dokładnie 31.12 zamierzam dodać epilog J I tego samego dnia skończyć 2 tom Smoczego Królestwa i Granicę Olimpu, a w następnym tygniu już zacząć… Echo z zaświatów!