Rozdział 48

*Trzy miesiące później*
Lucy każdego ranka budziła się z bronią w ręku, spoglądając w stronę drzwi i sprawdzając, czy nikt nie czyha na jej życie. Doprowadziła do śmierci osoby, która była wplątana w szereg morderstw, mających miejsce na terenie Magnolii od wielu lat. Lucy często powtarzała sobie, że nie jest jej winą, iż Ur dokończyła swój żywot w ten a nie inny sposób, lecz ziarnko wątpliwości wciąż kiełkowało. Nie potrafiła ze spokojem oddać się codziennym obowiązkom i życiu, o którym zawsze marzyła. Gdzieś tam czekał na jej ruch przeciwnik, a Lucy mogła się jedynie modlić, by dał jej więcej czasu na przygotowania. Jednak czuła, że ten czas się zbliża.
Nigdy nie było jej nawykiem, by podsłuchiwać ludzi, lecz bez najmniejszego wysiłku znała niemal wszystkie sekrety męża, które próbował przed nią ukryć. Widziała na jego twarzy kolejną maskę, za którą starał się ukryć wszelkie niepokoje i lęki, ale ona widziała ów kłamstwa. Znała je, więc tak dobrze potrafiła podejść i zedrzeć kolejne warstwy, ukazując prawdę. Laxus Dreyar planował zabić swego ojca w najbliższym czasie, a Gray Fullbuster tylko czekał na okazję, by zemścić się za śmierć Ur, za śmierć ciotki. Choćby słowo na ten temat nie padło podczas wspólnych obiadów, jednak Lucy nie była już tą samą kobietą, co jeszcze na początku ich małżeństwa. Zmieniła się i tą zmianę pragnęła obwieścić mężowi. Codziennie powtarzała sobie, że będzie tą, która zrobi pierwszy krok ku wspólnemu zaufaniu, ale wciąż było jutro i jutro…
Gdy minęły niemal trzy miesiące od dnia, w którym wydarzyło się więcej niż była w stanie przewidzieć, czas powoli zagnieżdżał rany, a Lucy odzyskiwała spokój duszy i ciała. Pełna skupienia i wytrwałości mogła podejmować decyzje, których wcześniej konsekwencje mogły nieść za sobą za wielkie zniszczenia. Jednak teraz było inaczej. Czuła w sercu, iż jest gotowa – a przynajmniej w to chciała wierzyć.
Spakowała ostatnie przyrządy do niewielkiego plecaka, po czym schowała całość w otwór, który znajdował między łóżkiem a nocną szafką. Choć było to jedno z najbardziej widocznych miejsc w całym pokoju, jego wyborem sugerowała się po wcześniejszym rozpoznaniu zwyczajów męża. Dlatego była niemal pewna, że jeśli będzie chciał przeszukiwać pokój, ów miejsce będzie ostatnim, do którego zajrzy.
Podniosła się i przeciągnęła. Kątem oka spojrzała na zegar, chcąc sprawdzić, ile jeszcze czasu zostało do obwieszczenia przez Natsu, że musi się spotkać z przyjaciółmi. W ostatnim miesiącu, kiedy temperatura zrobiła się całkiem znośna, a większość śniegu już stopniała, nocne przechadzki w tajemnicze miejsca robiły się coraz częstsze, a specyficzne pozostawienia przez Natsu pieniędzy w barze Makao i Wakaby stały się chlebem powszednim. Podejrzewała, co mogło się kryć za owym zachowaniem męża, ale bez dowodów nie chciała rzucać fałszywych oskarżeń.
Trochę niechętnie skierowała się w stronę korytarza, po czym poszła w kierunku składziku, gdzie nadal wewnątrz odtwarzacza znajdowała się kaseta z nagraniem tajemniczego demona. Jednak zamiast wejść do pomieszczenia, skręciła w prawą stronę i zajrzała do pokoju, który ostatni czasy stał się częstym miejscem przebywania męża. I tym razem nie było inaczej. Salka pełna sprzętu do ćwiczeń została porządnie oczyszczona, a codzienne korzystanie z nich sprawiło, iż większość zmieniła swój tytuł na „używane”. Wystrój był wyjątkowo prosty, a sama ilość urządzeń nie pachniała przepychem, lecz i tak było to za dużo jak na tylko jedną osobę.
Natsu siedział niemal naprzeciw okna, mając zatkane uszy słuchawkami. Co rusz podnosił kilkukilogramowy ciężarek, napinając do granic możliwości spocone, lecz umięśnione ręce, które od momentu rozpoczęcia ćwiczeń zdążyły nabrać jeszcze bardziej apetycznych kształtów.
– Może już kończ?! – krzyknęła.
Zerwał się, okładając na bok ciężarki i spoglądając na żonę z ogromną zawiścią w oczach. Lucy nie pojmowała jego reakcji, jednak podejrzewała, że ostatnia akcja, z którą musiała się zmierzyć, sprawiała, iż nadwyrężyła jego męskie ego. Nie pozostawiając zbyt dużego wyboru, tylko wzruszyła ramionami i usiadła na ławce, na której jeszcze chwilę temu siedział Natsu.
– Czego chcesz? – zapytał ostro.
– Jak długo jeszcze będziesz udawał obrażonego? – odpowiedziała pytaniem.
– Do momentu, w którym mnie przeprosisz za to, co zrobiłaś! – syknął, odwracając głowę, jakby nie chciał dłużej patrzeć na żonę.
Westchnęła, nie potrafiąc zrozumieć dziecinnego zachowania męża, który bądź co bądź niedługo miał skończyć dwadzieścia lat, a to dawało jakieś zobowiązania wobec takiego wieku.
– Co ja mogę poradzić, że mam lepsze wyników z egzaminu niż ty czy Levy? – odparła Lucy.
– To prostu nie jest sprawiedliwość! – powiedział donośnym głosem. – Przecież nawet, kochanie – dodał złośliwie – nie uczyłaś się dużo!
– Jeśli nie widziałeś to, to nie oznacza że się nie uczyłam, mój drogi! – rzekła zajadle, mając już trochę dosyć jego kobiecego sposobu myślenia.
Nie odpowiadając, przysiadł obok Lucy i położył dłonie na ramionach żony. Dziewczyna wzdrygnęła się, lecz nie wynikało to ze strachu, lecz z podejrzenia na jak głupi pomysł teraz musiał wpaść jej mąż. Przygotowana na najgorsze kiwnęła głową, lecz nic nie nastąpiło. Tak po prostu mężczyzna podniósł się i znowu zaczął spoglądając na okno, śledząc jadące po ulicy samochody. Mogła tylko zgadywać, iż chciał obwieścić jej jakąś nowinę, lecz w ostatniej chwili zrezygnował.
– Minęło trochę czasu, prawda? – powiedział niespodziewanie, uderzając pięścią o ścianę. Lucy kiwnęła niezauważalnie głową, lecz jej odpowiedź nie miała żadnego znaczenia, gdyż Natsu mówił dalej: – Wszyscy coś stracili, ale Gray… Ur była dla niego niemal matką, choć miesiące przed jej śmiercią zaczął ją zaniedbywać. Żałuje tego, ale teraz widzę i…
– … wiem, że chce popełnić jakieś głupstwo. A ja, jako jego przyjaciel, muszę go powstrzymać – dokończyła za Natsu dziewczyna. – Tak, rozumiem.
– Jesteś najukochańszą żoną na świecie, choć kłamiesz jak z nut – wypowiedział ostatnie słowa z nutką ironii i niepewności w głosie.
Oboje zamilkli, wyraźnie nie chcąc prowadzić dalszej konwersacji na ten temat. Lucy od początku czuła trud, z jakim mężczyzna zdecydował się jej zwierzyć z problemów, które go nękają. Z jednej strony była może to i sprawa, która dotyczyła również jej, lecz wiedziała, że nawet mimo tak silnego argumentu, Natsu wcale nie musiał uznawać jej za swojego spowiednika.
– To co? Oglądamy film? – zaproponowała Lucy, podnosząc się z ławy.
– Chęt… – zanim zdążył dokończyć, rozległ się dźwięk telefonu, który rozniósł się po całym pomieszczeniu. Natsu odwrócił wzrok, wyraźnie nie umiejąc spojrzeć teraz żonie w oczy. Nie miała mu tego za złe, skoro podobne sytuacje niejednokrotnie miały miejsce w tym domu. Lucy rzuciła jedynie prychnięcie, kiedy mężczyzna zdawał się nasłuchiwać, co rozmówca ma do powiedzenia. Sam nim nie mówił, aż w pewnym momencie rozłączył się, kończąc tylko charakterystycznym „zaraz będę”.
– Czyli nici z filmy – odchrząknęła, uciekając z sali do ćwiczeń.
– Lucy, ja przepraszam – szepnął wstydliwie, ale zaraz zrozumiał, iż nie ma sensu starać się o wybaczenie. I nie mylił się.
Lucy powróciła do swojego pokoju, po czym zatrzasnęła drzwi, słysząc z oddali szykującego się do wyjścia męża. Ten dzień jednak nie różnił się niczym od innych, ale gdzieś w głębi serca wiedziała, że sama nie postępuje w porządku. Udawała wściekłą, ale w rzeczywistości gniew był skierowany tylko do niej samej. Czuła się podle, że nadal musi oszukiwać najbliższą jej osobę. I nie było to kłamstwo. Choć jeszcze miesiące temu uznawała Natsu tylko za zabawkę, a ich małżeństwo za zabawę w szczęśliwą rodzinę, teraz zaczynała odnosić wrażenie, że jest w tym coś więcej niż tylko głupia gra. Zbliżyła się do Natsu, a jej serce powoli zaczynało puszczać cichą melodię, która powtarzała, by nie słuchać umysłu. Nie była to miłość, ale nie była to już też zwykła zabawa. Coś więcej, ale nie na tyle, by mówić o gorejącym uczuciu. Może przyjaźń, ale też ciężko było sklasyfikować ów rzecz pod tę nazwę.
Wtedy usłyszała trzask zamykanych drzwi. Niewątpliwie Natsu wyszedł z domu. Znała dokładne położenie miejsca, do którego się kieruje. Mogła bez żadnych problemów dotrzeć na spotkanie grupy mężczyzn i wyznać prawdę o sobie. Jednak wciąż pozostawały obawy, których nie potrafiła tak po prostu się pozbyć. Pragnęła to uczynić, ale była tylko człowiekiem; człowiekiem słabej woli. Ale… Ale doprowadziła już do śmierci wystarczającej liczby osób.
Wstała i chwyciła w dłonie plecak, który wcześniej naszykowała. Wyjęła z niego czarne spodnie, grube, sportowe buty i bluzkę. Gdzieś na dnie leżała skórzana kurtka, którą zaraz odrzuciła na bok, gdyż chciała jak najszybciej dotrzeć do kruczej kominiarki. Kiedy tylko wygrzebała ją z samego dna, przycisnęła do piersi i szepnęła:
– Jesteś silna, jesteś silna. Dasz radę, dasz radę!

Pośpiesznie opuścił mieszkanie, po czym poszedł w stronę windy, a następnie głównego wyjścia, przed którym najpewniej czekał na niego Laxus. Nie gardził podwózką pod samo miejsce spotkania, ale bycie sam na sam z człowiekiem, który planował zamach na własnego ojca, to nie najprzyjemniejszy scenariusz dnia. Nie rzucał fałszywi oskarżeniami wobec kompana, ale ludzie się zmieniają. Na własne oczy widział przyjaciół, którymi w dzieciństwie dzielił się zabawkami, a dziś podaje im broń, z której nie wahają się strzelać. Czasy się zmieniały, a ich nieodzownym symbolem było ukoronowanie ojca na władcę Fiore.
Jeszcze parę lat temu najpewniej wyśmiałby idiotę, który śmiałby twierdzić, że zostanie bezpośrednim następcą państwa, a teraz? Hipokryzja stała się prawdą, a pytania spędzały sen z powiek. Natsu nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, w jakim kierunku idą działania Igneela; co planuje i do czego dąży. Mógł tworzyć teorie, które były na równi ze spotkanymi w Internecie. Ni mniej, ni więcej, niż zwykłymi opowiastkami.
Gdy doszedł na sam parter, ujrzał stojącą przed apartamentowcem furgonetkę, którą ostatnio wykorzystywali na polowanie na duchy w tajemniczej rezydencji niedaleko cmentarza, gdzie była pochowana matka Natsu. Budziła ona wspomnienia, które najchętniej wyrzuciłby z pamięci, ale coś nadal pociągało go ku nieznanemu. Do tej pory nie dowiedział się, co tak naprawdę cała paczka ujrzała opuszczonym domu – prawdziwą zjawę czy wymysł ich wyobraźni.
Westchnął, nie pojmując, dlaczego w takich momentach musiał zaczął sobie przypominać o nieistotnych sprawach. Zebranie zostało zwołane, bo potrzebowali poruszyć wspólnie kilka kwestii, które najpewniej dotyczyły Graya i Laxusa. Natsu od początku wiedział, iż działania ów dwójki członków dążą ku nieszczęściu, ale słowa nie były kluczem do powstrzymania ich. Gdyby miał zawrócić mężczyzn ze złych dróg, musiałby złapać mordercę Ur i nawrócić ojca Dreyara, co graniczyło z czystą fantazją.
– Cześć! – Okno auta otworzyło się, a z niego wyjrzał Laxus. Ubrany był jedynie w lekką kurtkę, która bez żadnych wątpliwości nie pasowała na wiosenną porę roku. Jednak zadaniem Natsu nie było oceniać stylu Dreyara, a sposób jego postępowania.
– Hej! – rzekł Dragneel, okrążając auto i wchodząc do jego środka od drugiej strony. Gdy tylko usiadł na skrzypiącym fotelu, natychmiast w twarz buchnęła mu niepokojąca fala gorąca, która wydobywała się z zepsutego grzejnika.
Rzucił spojrzenie pełne nienawiści w stronę Laxusa, jednak ten tylko wzruszył ramionami. Od kiedy tylko Natsu przestał być kawalerem, obowiązki opieki nad wiernym towarzyszem grupy przyjaciół sprawował Dreyar, lecz nikt nie mógł się spodziewać, że troska o auto będzie się opierać jedynie o przetarcie kurzy wewnątrz.
– Czy wiadomo kto jeszcze przyjdzie? – zapytał Dragneel, nie chcąc rozmyślać nad cierpieniem vana.
– Na pewno Gray, Makao, Lyon, Gajeel na pewno nie, ja, ty, Wakaba podobno coś z żoną ustala, chyba jakąś sprawę adopcyjną i raczej na tym koniec – wyjaśnił na jednym wydechu.
Skręcili tuż przy wielkim budynku, który był ostatnią przystanią Lokiego przed samobójczą śmiercią. Na samą myśl przez Natsu przeszły nieopisane dreszcze, jednak zaraz przeminęły, gdy dotarli na główną drogę, która prosto prowadziła do ich kryjówki. Choć większość miejsca oblegali przechodnie, którzy przyglądali się kramarzom, rozstawionym po obu stronach jezdni. Nie był to sprzyjający czas dla mężczyzn, lecz wyraźnie umiejętności Dreyara w jeździe po zatłoczonych miejscach pozwoliła im sprawnie i bez większych przeszkód ominąć jedną z dzielnic handlowych.
– A jaki jest powód naszego spotkania? – spytał Natsu, zastanawiając się, czy w tym momencie Laxus uraczy go odpowiedzią.
– Jak wszyscy dotrą, wtedy wyjaśnię – rzucił krótko.
Wjechali w ciasną uliczkę, na której większość nocnych barów i burdeli zdążyła zaświecić lampy, tworząc mieszankę kilkudziesięciu barw. Efekt był przepiękny, lecz Natsu nadal pamiętał, gdzie tak naprawdę się znajdują. Musieli wraz z Laxusem uważać dużo bardziej niż w normalnych okolicznościach. Złodzieje czaili się na każdym kroku, a jeśli chodziło o zaspokojenie głodu, człowiek był w stanie dokonać wszystkiego, by zdobyć kawałek chleba. Jednak wbrew wcześniejszym niepokojom, udało im się bez żadnym przeszkód przebrnąć przez długą jednopasmówkę, aż zjechali na tereny, gdzie panowała niemal całkowita cisza i spokój. Jedynie świst wiatru pomrukiwał czasami, a stara, ledwie świecąca latarnia mrugała w oddali, wskazując miejsce, do którego mają dotrzeć. Pora jeszcze była wczesna, wiec z oddali mogli dostrzec zarysy dawnej bocznicy kolejowej, z której pozostały tylko niszczejące budynki i część torów, niezdanych już do użytku. Część kolein leżała w kupach niedaleko głównego wejścia do ogromnego dworca, gdzie dawniej pasażerowie czekali na odjazd, rozkoszując się pięknej tak bardzo obecnie podupadłego miejsca. Aż strach było wierzyć w jak krótkim okresie czasowym wszystko może zostać porzucone i zmarnieć.
Kiedy tylko dotarli pod sam parking, zgasili silnik i spojrzeli na dwa auta, które stały obok ich vana. Od razu rozpoznali samochody Graya i Makao. Mężczyźni wysiedli i zaraz skierowali się w stronę bocznego wejścia, gdyż główne stało zabarykadowane od wewnątrz, a na zewnątrz drewniane deski przybijały na krzyż drzwi, nie dając dostać się swobodnie do środka.
Przeszli przez próg i po chwili ujrzeli paczkę przyjaciół, którzy czekali na dawnych ławach, popijając ciepłą kawę, najpewniej zakupioną w barze Makao. Gdy tylko ujrzeli towarzyszy, wstali i pomachali w ich stronę.
– Cześć! – powiedział Natsu, witając się ze wszystkimi. Natychmiast zauważył, że atmosfera panująca w budynku jest ciężka i otępiająca. Pragnął wyjść jak najszybciej z tajemniczego miejsca, lecz musiał wysłuchać obwieszczenia Graya i Laxusa, którzy wyraźnie przygotowywali się na ten dzień.
– Proszę, nie przedłużajmy, Natsu – rzekł Gray, podając koledze z klasy dłoń.
Mężczyzna zgodził się skinięciem głowy. Podszedł do stabilnej ławki i usiadł na niej, dając równocześnie sygnał, że mogą rozpocząć obrady. Członkowie „Siedmiu Smoków” zebrali się i tym razem sprawa nie dotyczyła ich kolejnej akcji, a wydarzeń na tle prywatnym.
– Kto pierwszy mówi? – zapytał Natsu, przenosząc wzrok to na Graya, to na Laxusa. Jednak, ku jego zdziwieniu, naprzeciw wszystkich wyszedł Makao, trzymając ręce założone na piersi. Niepewnie, można by rzec, że z pewnym dystansem, spoglądał na towarzyszy, jakby bał się słów, które ma wypowiedzieć.
– Najprawdopodobniej ja i Wakaba się wycofamy z przedsięwzięcia – rzekł wątpliwie. – Przepraszamy, ale mamy teraz swoje problemy. A idąc słyszanych opowieści, to i tak nie pociągniemy zbyt długo.
– Nie mylisz się – odparł Dreyar. – Dostałem przepustkę do Varii od ojca Cany. Wiem, że to szalone, ale muszę powstrzymać mojego ojca.
– Zabijając go?! – wrzasnął Dragneel, nie mogąc powstrzymać ogarniających go emocji. Czuł, jak rozsadzają go od wewnątrz. Dłuższe przysłuchiwanie się pomysłom, z jakimi przyszli przyjaciele, tylko potęgowało nienawiść do ów czynów. Rozumiał, że Laxus pragnie wymierzyć sprawiedliwość, ale mordem niczego nie osiągnie – i te słowa pragnął przekazać towarzyszowi, lecz rozmowa przybrała nieoczekiwany obrót.
– Zamknij się! – syknął Laxus. – Ty nic nie rozumiesz, książę – zatytułował chłopaka, nie ukrywając drwiny. – Gdyby nagle Igneel zaczął zabijać ludzi, nie chciałbyś go powstrzymać? Mam dosyć słuchania o tym, że każdego dnia morduje przeciwników rewolucji. Nawet dzieci!
Dreyar uderzył pięścią o kolumnę stojącą obok niego, po czym wciął głęboki wdech, wyraźnie starając się uspokoić. Jednak na nic się to zdało. Podszedł do stoku kartonów i kopnął w nie, rozrzucając po całym placu styropian, który znajdował się wewnątrz pakunków. 
– Jeśli twój ojciec zginie, przyjdzie kolejny potwór. Ktoś na pewno go zastąpi, a ty będziesz musiał żyć z nieczystym sumieniem – rzekł Natsu, lecz słowa, które wypowiadał, nie brzmiały wiarygodnie. Sądził, kiedy jeszcze był w mieszkaniu, że jest zdolny, by powstrzymać działania towarzyszy. Jednak teraz wątpliwości coraz mocniej narastały w jego sercu.
– Ja też odchodzę – odezwał się Gray, przerywając kłótnię. – Policja nic nie wskórała w sprawie zabójstwa Ur, więc muszę szukać na własną rękę.
– I co? Także chcesz wymierzyć „krwawą sprawiedliwość”? – zapytał zajadle Natsu, nie umiejąc inaczej rozmawiać.
– Nie chciałbym, ale jeśli taka będzie konieczność…
– Porąbało was wszystkich! – krzyknął Dragneel. – Mój ojciec zamordował mi matkę, ale nie pędzę na niego z pistoletem w dłoni, bo nic nie dałaby mi jego śmierć. NIC!
Natsu przeczesał ręką włosy, po czym schował w dłoniach twarz, nie potrafiąc dłużej spoglądać przyjaciołom w oczy. Uniósł się, ale nadal uważał, iż postąpił słusznie. Nie chciał, by ich historie doprowadziły ich za kratki. Za dużo stracił, by teraz patrzeć jak kolejni najbliżsi odchodzą, gdy mogą zostać.
– Tacy dorośli, a zachowują się jak dzieci – usłyszeli wszyscy zebrani głos, dobiegający się zza bocznego wejścia. Ich spojrzenia spotkały się w jednym punkcie, z którego wyłoniła się sylwetka kobiety. Piękna dama o włosach kolory kwiatów kwitnącej wiśni, o delikatnych rymarz twarzy i pustym spojrzeniu, które przypominało oczy lalki, aniżeli człowieka. Była to szczupła kobieta, o lekko zarysowanych mięśniach, które świadczyły o pracy nad swoim ciałem. Kroczyła nonszalancko, trzymając skrzyżowane dłonie na wysokości brzucha, gdzie miała zawiązany pas, trzymający w ryzach szeroki płaszcz o kolorze dojrzałych pomarańczy.
– Virgo – powiedzieli wszyscy równocześnie.
Kolejna osoba i zarazem kolejny powód, który sprawiał, iż wyjawienie Lucy prawdy stawało się jeszcze trudniejsze. Od początku istnienia ich grupy Virgo była jedną z kluczowych osób, dzięki którym każdy plan mogli dopracować w najmniejszych szczegółach. Zimna, a zarazem bardzo mściwa kobieta, której celem była zemsta na wszystkich milionerach. Nigdy nie podobała konkretnej osoby, ani nie wyjaśniała co tak naprawdę kierowało nią w wyborze potencjalnej ofiary. Po prostu dawała znać i pomagała swojej grupie, nie pragnąc mieć z tego żadnych profitów.
– A co ty możesz wiedzieć? – syknął Laxus.
– Proszę grzeczniej – odparła spokojnie. – Moim obowiązkiem jest zachować wśród was zgodę, więc nie chcę słyszeć więcej nieodpowiedzialnych pomysłów i pobudek jakimi się kierujecie – mówiła pełna gracji i powagi.
– To nie jest takie proste – rzekła równocześnie cała trójka.
– Jest.
– Nie! – krzyknął, tym razem Gray. – Mam już was serdecznie . Dziękujemy, że pomogłaś nam z Heartfilią i z innymi sprawami, ale teraz próbujesz się mieszać w nie swoje sprawy, Virgo.
Kobieta nie odpowiedziała, gdyż zaraz zagrodziła przejście Fullbusterowi, który próbował wydostać się na zewnątrz. Natsu przyglądał się walce na spojrzenia z niewyżytą ciekawością. Liczył, iż tak chłodnej kobiecie, jaką była Virgo, uda się powstrzymać dwójkę przyjaciół przed głupimi pomysłami. Jednak było to liche marzenie, gdyż zaraz Gray odepchnąć agresywnie na bok kobietę, kierując się bez żadnych wyrzutów sumienia w stronę wyjścia. Nikt więcej nie próbował zatrzymać mężczyzny. Może tylko Natsu miał powód, by to uczynić, ale reszta wydawała się podzielać jego zdanie. Nawet sam Lyon, który teoretycznie pragnął szczęścia dawnego i obecnego przyjaciela, wydawał się niewzruszony, gdy Gray odchodził. Nawet nie pisnął słówkiem od początku konwersacji grupy Siedmiu Smoków.
Nikt nie widział sensu dalszego przebywania w miejscu spotkań, gdy wszyscy mogli się rozejść do domów i odpocząć. Jednak niespodziewanie coś wszystkich tknęło. Usłyszeli głuche uderzenie, a potem dźwięk przypominający kopnięcie w blachę. Każdy z nich dobiegał z okolic drzwi, przez które chwilę temu przeszedł Gray. Przejęci niepokojącymi odgłosami, ruszyli niepewnie ku jedynemu przejściu, lecz gdy zobaczyli wyłaniającą się powoli sylwetkę Fullbustera, odetchnęli z ulgą. Lecz tylko na krótko. Co jest?, pomyślał przerażony Natsu.
Na początku byli w stanie dostrzec tylko zarys sytuacja, która przed nimi się rozgrywała, ale później powoli docierało do nich, że nic nie jest takie, jakie się wydaje. Tajemniczy człowiek, kroczący dokładnie za Grayem, trzymał na wysokości głowy chłopaka czarny pistolet, który widocznie nie służył do zabaw. Charakterystyczny, z białym paskiem po swojej wewnętrznej stronie, był niemal w stu procentach rozpoznawalny dla mężczyzn i kobieta. Nie była to zabawka, użyta jako straszak, lecz prawdziwa bron, z której można dokonać zbrodni.
Zlęknieni nie ruszali się z miejsc, czekając na dalszy rozwój zdarzenia. Nie wiedzieli, czego od nich chce nieznana osoba, lecz posiadali pewność, iż nie jest to zwykły przypadek, że znalazła się dokładnie w tym miejscu i o tym czasie. Musiał to być człowiek, którego dobrze znali i który znał ich. I choć Natsu próbował przypisać do ów osoby jakiekolwiek imię, nie potrafił.
– Słyszałam wszystko – rzekła tajemnicza kobieta. – Niby chcecie zabijać ludzi, być obrońcami sprawiedliwości, a dajecie się podejść z taką łatwą.
Natsu zachwiał się, po czym upadł z powrotem na ławę. Nie wierzył. Nie mogło do niego dotrzeć, że rozpoznaje głos osoby, która stała niedaleko niego. Wmawiał sobie, iż to tylko wybryk jego wyobraźni, lecz czuł, iż tak bardzo nie może się pomylić.
– Lucy… – szepnął. 

17 komentarzy:

  1. Na pytanie odpowiem, jak już sobie wszystkie fakty ułożę w głowie. A co do rozdziału to powiem Ci, że bardzo fajny. Zaskoczyłaś mnie wprowadzeniem Stinga, na prawdę.
    Tajemnicze Smoki, mam pewne podejrzenia kim oni mogą być lecz na razie zastawię to dla siebie. Okaże się czy miałam rację
    Czytałam prolog na Twoim nowym blogu. Zapowiada się interesująco.. :)
    Ok, pisz, proszę pisz kolejny rozdział. Życzę weny, Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i oczywiście piszę, piszę, choć muszę na spokojnie wszystko układać, bo studia też dają po tyłku...
      Dzięki jeszcze raz!

      Usuń
    2. Oj Kochana!! Wiem jak to jest.. ja jestem na drugim roku germanistyki. Jak sie studia zaczęło to trzeba skończyć. :) ale dasz radę.

      Usuń
  2. Będę pamiętać na przyszłość. Jak pojawi się jakiś nowy student w czasie roku akademickiego to albo... jest mordercą...albo jest psychiczny...albo jest samobójcą.
    Inaczej mam mu nie ufać - Tak zgodzę się z Natsu xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko... Tego się nie spodziewałam...

      Usuń
  3. Miałam rację!
    Cień: W czym?
    Że Grey jest za głupi aby umrzeć. Według mnie to on najpierw coś zepsuje, pokomplikuje komuś życie potem okaże się to złe i na końcu nie umrze tylko będzie cierpiał i będzie jakoś chciał odpokutować za grzechy ba dum tsss :P
    Cień: A ty dalej najeżdżasz na biednego Greya
    Martwisz się o niego?
    Cień: A gdzież by tam
    Tak też myślałam. A Lucynka to co ona robiła za młodu, zbierała armię? kontakty? Teraz wszyscy się pokazują. Ciekawa jestem co ona tam w swojej przeszłości kombinowała, kombinatorka jedna.
    Cień: To chyba jeden z dłuższych komentarzy jakie napisałaś
    Zdarza się. Raz na jakiś czas można dać upust.
    A jak co Olu to zawsze możesz wyżalić się u mnie ze swoich problemów.
    Cień: Taka niecodzienna oferta
    Każdy musi się wyżalić, a ja jestem dobrym słuchaczem. Nie wiem czemu mnie tak naszło :D ale jak co to zawsze cię wysłucham :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie przetrwałabyś mojego wyżalania się, uwierz mi! Ostatnio naprawdę mam na tyle złe dni, że już powoli zaczynam podejrzewać, że ktoś klątwę na mnie rzucił.
      No, powiem szczerze, że w 50% zgadłaś, co się stanie z Grayem, ale nie powiem, w której części. A co do Lucy, to nie ona zbierała armię. Była jeszcze wtedy za mała, a już mocno podkreślałam, że Layla coś mocno kombinowała, więc...
      Dziękuję za tak bogaty komentarz, zaskoczyłaś mnie, naprawdę. I dziękuję za propozycję. Zazwyczaj ludzie raczej unikają tego, by wysłuchać kogoś innego.

      Usuń
  4. No w końcu mam chwilę aby przeczytać :>
    Wyłapałam powtórzenie w drugim akapicie no i wiadomo zjedzone wyrazy ( ale w bardzo znikomej ilości :D )
    Rozdział bardzo przyjemny,Levy w końcu zaczęła myśleć nad wszystkim co przeżyła.
    Pojawienie się Stinga nie wróży nic dobrego.
    No i Lucy, wszędzie Lucy. Nawet w kartotece Levy jest Lucy.
    Myślę iż Lector będzie jeszcze nie raz próbował ukatrupić Graya.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taka reklama "Głodnym nie jesteś sobą", co skutkuje tym, że zjadam te nieszczęsne wyrazy ;)
      Lucy się wszędzie pojawiać i nie dziwcie się temu. Jest ona bardzo ważną postacią, tylko jeszcze nie zdradziłam dlaczego ;)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ;)

      Usuń
  5. Obiecuje skomemtowac jak wyzdrowieje :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowiej, zdrowiej! Zdrowie najważniejsze, więc pod kocyk, czosneczek z mlekiem i leczyć się!

      Usuń
  6. Ale mi się mordka ucieszyła, kiedy tak czytam, czytam, a tu nagle pojawia się Sting :D ciekawy zwrot akcji, ale jako, że to opowiadanie jest "mroczne", że tak to określę, to sądzę, iż Sting wcale nie będzie jakąś dobrą postacią i pewnie mam rację, chociaż kto wie :D Weny i wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, zobaczysz, o co chodzi ze Stingiem i Rogue :) Ale to głównie kolejny sezon będzie miał dla nich ważniejszą rolę niż ten.

      Usuń
  7. ojej pierwszy raz czytałam na laptopie xd, średnio mogę się połapać . Rozdział świetny , tajemniczy ,pasujący do nazwy, bo nawet się przyznać mogę że oglądałam wszystkie części "Paranormal Activity Club" bez ostatniej bo nie chciało mi się iść do kina xd . Śmiesznie zrobiłaś to wejście Stinga ,bo nie wiedziałam o co chodzi i banan na twarzy już był xd . Czy ty musisz dawać aż tyle tajemnic ? Jak mi mózg od nich pęknie to to będzie twoja wina xd . Ja mam pytanie czy ty specjalnie piszesz "Fior" ? czy to przez przypadek bo dłuższy czas to widzę i nie wiem czy to błąd czy powinno tak być xd . I już tylko co pojawił się Sting znowu wszystko będzie po prostu wręcz wymieszane, nie wiem co on knuje, ale musie to nie uda xd, mam przynajmniej taką nadzieje. bo jak nie to się wkurzę ,bo umarł Loki z czego się ciesze ale Lucynka już wiele przeżyła i no trochę to będzie chamskie że stawiasz ją w tylu smutnych, złych sytuacjach, pamiętając że ona nie ma praktycznie na nikim oparcia, bo Natsu niby sobie mówili trochę prawdy ale to nic nie zmienia według mnie . Weny i pozdrowienia oraz do następnego <3 :*.


    ~~~~~ Asuna Yuuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym nie dawała tylu tajemnic, nie byłabym sobą ;)
      I chyba to jest błąd... A przynajmniej tak mi się zdaje...
      Dziękuję bardzo za komentarz!

      Usuń
    2. jak cos nie wiem czy skojarzyłaś po końcu że to, komentowałam z laptopa i zapomnialam się zalogować xd

      Usuń

Byłeś? przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że zostawiłeś komentarz :)